18 sierpnia 2017

#książka - "Przeczucie" T.Honda

#książka - "Przeczucie" T.Honda
Cały czas jestem zachwycona moim nowym szablonem. Nie jestem jednak pewna co do tła zdjęć. Dajcie znać jaki kolor widzielibyście jako tło dla książek. Będę wam za to bardzo wdzięczna. Co do mnie samej - niedługo startuje w nowej pracy. Mój stres z nią związany maleje dzięki ludzikom, którzy mnie otaczają.


Wszystko zaczęło się od zwłok pozostawionych pod żywopłotem. Zupełnie jakby były śmieciem. Jednak w Tokio nikt nie wyrzuca nawet najmniejszego papierka na ulicę. Dlatego szczelnie zapakowane ciało, pełne ran jest dla wszystkich tak wielkim zaskoczeniem. Jeszcze większym są kolejne ciała. Komisarz Reiko czułam, że to będzie niezwykła sprawa. Zwłaszcza gdy okazuje się, że ma współpracować z Katsumatą. Mężczyzną, który za nic nie może zaakceptować jej jako policjantki.

Japońska literatura jest mi zupełnie obca. Raz w życiu przyszło mi przeczytać Murakamiego. Wtedy był dla mnie ciekawą i zupełnie inną książką. Od tego czasu minęło kilka lat, a mnie dopiero teraz przytrafiła się okazja by sięgnąć po innego japońskiego autora. Opis już na samym początku wydawał mi się intrygujący, choć nie miałam pojęcia czego się spodziewać.

Fani kryminałów pełnych akcji  mogą się rozczarować. Wszystko tutaj wydaje się być powolne i leniwe. Wydarzenia mają swoje własne, niezobowiązujące tempo. W jakiś pokrętny sposób buduje to klimat, jednak dla mnie było to raczej nużącym zabiegiem. Wole te pozycje w których akcja jest gdzieś pośrodku - ani zbyt szybka, ani zbyt leniwa. Co najzabawniejsze, to pierwsza część jest raczej tą mającą w sobie mniej akcji, a to ją czytało mi się lepiej. Może to kwestia tego, że podejrzewałam co mnie czeka i podświadomie nie chciałam zmienić zdania? Dopiero po skończeniu lektury zauważyłam tę różnicę.

Nie jest tajemnicą, że kraje japońskie cechują się hierarchią. Dlatego tak intrygującym jest wybranie kobiety na głównego bohatera. W czasie lektury ma to zastosowanie praktyczne - autor pokazał realia tokijskiej policji. Po pierwsze przedstawił czytelnikowi jak ciężko jest być kobietą w bardzo męskim świecie. Co najważniejsze, zobrazował dokładność i skrupulatność funkcjonariuszy. Mam dziwne wrażenie, że dlatego właśnie chciał stworzyć twardą bohaterkę. Z opisów Reiko można ją za taką mieć. Jednak jej zachowania skutecznie temu zaprzeczają. Nawet biorąc pod uwagę jej przeszłość, która miała odegrać kluczową rolę.

Przyznać trzeba, że Honda stworzył naprawdę ciekawą fabułę. Może nie zachwyca ona na pierwszych stronach, ale im dalej brnie się w tę historię, tym bardziej pochłania. Daje czytelnikowi puzzle, które ten musi poukładać na niezbyt wielu kartach. A gdy już je ułoży, jestem niemal stuprocentowo pewna, że nigdy wcześniej się z taką historią nie spotkał.

Ciut niechętnie przyznaje, że "Przeczucie" nieco mnie rozczarowało. Było dość przyjemną lekturą, jednak zdecydowanie zbyt leniwą jak na moje gusta. Zapewne będzie odpowiadała czytelnikowi, który lubi powolne kryminały. Dla tych szukających adrenaliny, będzie to raczej przerywnik wśród innych pozycji.

Za możliwość przeczytania "Przeczucia" dziękuje wydawnictwu Znak 

16 sierpnia 2017

#książka - "Achaja" A.Ziemiański

#książka - "Achaja" A.Ziemiański
Po raz kolejny, i pewnie nie ostatni, nie mam pojęcia co umieścić w tej części posta. Dlatego nie umieszczę nic sensownego. To też pewnie nie będzie nowością.


Achaja jest księżniczką. Jednak jej wysokie urodzenie nie jest w stanie uratować jej przed służbą w wojsku. Zwłaszcza gdy dwór jest pełen intryg i zawiści. W ten sposób zostaje odsunięta od tronu, a oprócz tego dostaje lekcję życia. W armii nikt nie patrzy na jej pochodzenie, mając ten sam stopień, wszyscy są równi. A Achaja najboleśniej się o tym przekonuje.

Niby lubię fantastykę. Może nie jestem jej najwierniejszą fanką, ale się staram. Sięgam po kolejne pozycje, zmieniam autorów i poziom zaawansowania. W końcu padło na coś z naszego podwórka. Coś, co kiedyś utkwiło w mej głowie i wiedziałam, że w końcu wpadnie w moje łapki. Byłam w szoku gdy po jakichś 200 stronach wrzuciłam jej zdjęcie na instagram, a w komentarzach zalaliście mnie negatywnymi opiniami. Do tego czasu żyłam w przekonaniu, że to raczej jedna z lepszych książek.

Początek bardzo mi się spodobał. Szybko polubiłam ten nieco średniowieczny klimat. Nawet bohaterowie dość szybko przypadli mi do gustu. Nie wszyscy, rzecz jasna, jednak duża ich część. Dopiero później, gdzieś niedługo przez połową, wszystko zaczęło się zmieniać. Żarty przestały mnie bawić, opisy zaczęły się dłużyć, a ja co raz bardziej się nudziłam. Nie jest to literatura wyjątkowo wysokich lotów, jednak miło by było gdyby niosła ze sobą nieco więcej pozytywnych emocji.

Szanuje autora, który najwyraźniej chciał jak najlepiej oddać brutalność i bezkompromisowość świata. Jednak mam wrażenie, że zapomniał się nieco i przeholował. Początkowo wszystko to co budowało ten świat było znośne. Jednak nastał taki moment w którym wszelkie uwagi i "żarty" stały się meczące, a nawet żenujące. Trochę śmieszy mnie ta myśl, bo choć nie należę do przewrażliwionych, wydaje mi się, że mój odbiór tej książki jest mocno uwarunkowany przez moją płeć. Żarty rzucane przez bohaterów zdawały się być seksistowskie, a cały świat przesadnie brutalny dla płci pięknej.

Spośród trzech wątków jakie opowiada książka, ten poświęcony tytułowej księżniczce odpowiadał mi najbardziej. Choć brutalny, intrygował mnie przez cały czas i to jego nie mogłam się doczekać. Drugi początkowo mnie bawił. Jego bohaterowie byli łobuzami, którzy w niezwykle inteligentny i zabawny sposób chcieli walczyć o swoje. Jednak i oni w końcu stali się męczący. Zupełnie jak trzeci wątek, który od samego początku był dla mnie zbędny.

To nie jest tak, że "Achaja" jest złą pozycją. Ona po prostu nie każdemu przypadnie do gustu. Nie mam się za wybrednego czytelnika. W końcu czytam wiele gatunków i niemal w każdym znajdę coś dla siebie. Jednak w fantastyce nie będzie to ta książka. To raczej pozycja dla fanów gatunku. Właśnie od kogoś takiego ją pożyczyłam i teraz sprzeczamy się co do jej wartości.

10 sierpnia 2017

#książka - "Lokatorka" JP Delaney

#książka - "Lokatorka" JP Delaney
Ostatnio zauważam u siebie pewną tendencję. Sięgam głównie po te same gatunki książek. Może dlatego ostatnio czytanie idzie mi tak dobrze? Gorzej z pisaniem, ale i nad tym chcę popracować. Książka, którą dzisiaj chcę wam pokazać, jest moją 52 pozycją przeczytaną w tym roku. W ubiegłym skończyłam bodajże na 82, zobaczymy jak będzie tym razem. Trzymajcie kciuki!


Jane wprowadza się do domu na Folgate Street 1. Nie ma pojęcia, że przed nią mieszkała tam Emma. Obie są do siebie łudząco podobne - kolor włosów, rysy twarzy czy chęć rozpoczęcia całkiem nowego życia. Choć umowa najmu domu jest niezwykle restrykcyjna i wymagająca, decydują się z nią zmierzyć. W czasie gdy tam mieszkają zyskują niezwykle enigmatyczną więź z projektantem domu. Co je różni? Jane żyje, Emma już nie.

Uwielbiam thrillery. I uwielbiam przekonywać się na własnej skórze o co chodzi z większością bestsellerów. Dlatego ta książka po prostu musiała znaleźć się na mojej półce. Było to pewne niczym wynik 2+2. Pytanie brzmiało kiedy to się stanie i jaki będzie tego efekt.

Już na samym początku książka mnie urzekła. I to czymś bardzo prostym co uwielbiam - krótkimi rozdziałami i podwójną narracją. Rozdziały mają zaledwie kilka stron i niemal przez cały czas ich narratorki zmieniają się. Dzięki temu autorka pozwala czytelnikowi poznać obie bohaterki i ich historię z pierwszej ręki. Lawiruje między nimi bez wahania i robi to świetnie. Buduje przy tym napięcie i nie pozwala czytelnikowi na chwile wytchnienia. Wszystko wydaje się pędzić bez zastanowienia. Ciężko nie zwrócić uwagi na pytania pojawiające się pomiędzy rozdziałami. Nie raz zatrzymywałam się na chwilę by spróbować na nie odpowiedzieć.

W kwestii bohaterów, zastrzeżenia mam tylko do jednego z nich - Edwarda. W moim odczuciu jest bardzo przerysowaną postacią. Minimalistyczny i perfekcyjny niemal w każdym calu. Znam trochę poukładanych i zorganizowanych osób, a mimo to ciężko mi uwierzyć w kogoś aż tak idealnego i minimalistycznego. Nawet mając jego status społeczny, ktoś taki wydaje się być mocno oderwany od rzeczywistości. Pozostałe postacie są inne. O wiele bardziej realne dzięki czemu czytelnik łatwiej się z nimi identyfikuje.

Niebywałe jak mocnym aspektem książki jest dom na Folgate Street 1. Nie tylko bohaterki wydają się myśleć o nim notorycznie. Czytelnik też ma takie zapędy. Czytając "Lokatorkę" zastanawiałam się czy da się żyć według reguł wyznaczonych przez wynajmującego dom. Rozważałam czy tak skrajny, przynajmniej w moim odczuciu, minimalizm jest słuszny. Choć to tylko budynek z książki, potrafi fascynować.

Minimalne zastrzeżenia mogłabym mieć do zakończenia. Rozwiązanie tajemnicy śmierci Emmy troszeczkę mnie rozczarowało. Ale tylko dlatego, że jej motyw okazał się dość oczywisty. Jednak tajemnica i poplątanie jakim otoczona została ta śmierć, wynagrodziły mi to. Dzięki temu mogę przymknąć na to oko.

Bez dwóch zdań mogę polecić tę książkę. Zarówno fanom gatunku i osobom, które chcą dopiero zacząć swoją przygodę z nim. "Lokatorka" chwyta czytelnika w swoje objęcia już na pierwszych stronach i nie chce go wypuścić. Może nie jest idealna, o takie pozycje ciężko, jednak zdecydowanie jest warta uwagi. Zwłaszcza, że jej lektura będzie szybka i absorbująca.

2 sierpnia 2017

#książka - "Imperium burz" S.J.Maas

#książka - "Imperium burz" S.J.Maas
Zmieniłam w końcu szablon na blogasku i jestem ogromnie ciekawa waszego zdania na jego temat. Rzecz jasna, jest to gotowiec z odmętów internetu. Mój "talent" graficzny, a już zwłaszcza talent do html, nigdy nie rozwinął się na tyle by takie rzeczy tworzyć. Sama jestem zachwycona i ogromnie się się cieszę jak to teraz wygląda. Zastanawiam się tylko nad zmianą tła to zdjęć, z bielą to wszystko wygląda strasznie sterylnie.


Przed Erileą trudne czasy. Wojna zbliża się nieubłagania i pewnym jest, że będzie to ciężkie starcie. Erawan mobilizuje siły, by ostatecznie rozprawić się z wrogami. Nadzieją krainy jest Aelin. Jednak jej droga do tronu dopiero się zaczęła. Młoda królowa nadal uczy się magii i szuka wsparcia dla swych armii. Z każdym dniem przekonuje się o potędze swej mocy. Towarzyszą jej przyjaciele i ukochany. Jednak oni nie wystarczą do wygrania wojny. Kto odpowie na wezwanie królowej Trrrasenu i zostanie jej sprzymierzeńcem?

Maas ostatnio bardzo szybko i skutecznie zawładnęła nie tylko moim serduszkiem, ale i czytelniczymi planami. Gdy nie została mi już żadna pozycja jej autorstwa, przebieram nogami niczym łania na myśl o kolejnych. Na myśl o kolejnym tomie Dworów obgryzam paznokcie (przy hybrydach to takie trudne, demn), a jak będzie z serią Szklanego tronu?

Jeśli kogoś jeszcze dziwi objętość książek tej autorki, od razu uspokajam - dopóki nie upadnie wam na stopę, nie odczujecie gabarytu. Akcja pędzi, bohaterowie zmieniają lokacje, kolejne intrygi zostają uknute, a tajemnice sprzed lat dostrzegają światło dzienne. "Imperium burz" to Maas w świetnej formie. Chwyta czytelnika i nie chce dać mu od siebie odejść. Fakt, ma kilka słabszych momentów, ale szybko można o nich zapomnieć przy tej dawce emocji jakie zaserwowała.

Gdy wypowiadam się o pierwszym tomie tej serii, zawsze mówię że nie porwał mnie na tyle by kontynuować lekturę. Tę chęć zawdzięczam nowelkom. I dopiero teraz, po lekturze tej części, rozumiem po co one tak naprawdę powstały. Wcale nie są ot takim dodatkiem do serii. Umiejętność Maas do przeplatania wątków jest zachwycająca. U mnie wywołała nie mały uśmiech na twarzy,  

Zawsze podkreślam, że lubię poznawać tę samą historię poprzez różne oczy. Dlatego tak bardzo cieszą mnie różni narratorzy. Nie dość, że poznaje sytuacje w różnych częściach świata przedstawionego z pierwszej ręki, to jeszcze zaznajamiam się z samym bohaterem. Uwielbiam ten zabieg i niemal zawsze jest on dla mnie ogromnym plusem. Manon i Elide wiele zyskały w moich oczach właśnie dzięki temu, że zostały narratorkami. Zwłaszcza wiedźma, ona przypadła mi do gustu najbardziej.

Teraz mam dwie teorie - albo przez brak przerwy pomiędzy ich czytaniem, lub przez to, że równocześnie powstawały, mam wrażenie, iż Imperium ma wiele punktów wspólnych z drugim tomem Dworów. Nie chodzi mi tutaj o wątki główne. Akcja każdej z nich toczy się własnymi torami. Bardziej chodzi mi tutaj o relacje między bohaterami. Mam ogromną nadzieje, że przy kolejnych tomach to podobieństwo zniknie.

Muszę sobie troszkę ponarzekać, bo w końcu mogę, na wątki miłosne. Nie kryje się z tym, że za nimi nie przepadam. Dlatego gdy nagle zaczęło się ich pojawiać tak wiele, wywracałam oczami i prychałam bez końca. Autorka troszeczkę mnie zawiodła faktem, że poszła w te stronę. Jednak za całą resztę jaką mi zaserwowała, jestem w stanie przymknąć na to oko. A nawet wybaczyć.

Bez zająknięcia i po raz kolejny zachęcam was do sięgnięcia po tę serię. Choć pierwszy tom może wydawać się nieco nudnawy, każdy kolejny jest wart tego chwilowego poświecenia. To co później dostaje czytelnik jest rewelacyjny rollercoasterem. A kace książkowe są gwarantowane. Zwłaszcza po zakończeniach takich jak to w "Imperium burz". Takie pogrywanie z czytelnikiem powinno być karane.

Za możliwość przeczytania "Imperium burz" dziękuje wydawnictwu Uroboros
 


29 lipca 2017

#książka - "Pieśń jutra" S.Shannon

#książka - "Pieśń jutra" S.Shannon
Szykuje się u mnie teraz długie wolne więc mam nadzieje, że w końcu będę czytać i pisać bez większych kłopotów. Trzymajcie kciuki! Do tego, jeśli znacie kogoś kto tworzy szablony za uśmiech, dajcie znać!


Paige dużo zyskała w brutalnych walkach. Dzięki wygranej została Zwierzchniczką, a na jej barki spadły kolejne obowiązki i jeszcze więcej osób jest teraz pod jej opieką. I choć większość to kryminaliści, dziewczyna musi o nich dbać. Wszystko byłoby łatwiejsze gdyby nie Sajon i jego nowy "pracownik". Ten sam, który jeszcze do niedawna był po stronie krzywdzonych. Najnowsza technologia Sajonu wcale nie ułatwia zadania Paige. Teraz zagrożenie jest jeszcze bliżej niż kiedykolwiek wcześniej.

Sama byłam w szoku jak bardzo ta seria przypadła mi do gustu. Zwłaszcza drugi tom, chyba najobszerniejszy jak do tej pory, a zajął mi najmniej czasu. Choć skończyłam go dawno, na kolejną część trochę poczekałam. Jednak w końcu i z nią się rozprawiłam. Jak było?

Shannon jest bardzo konsekwentna. Stworzyła brutalny świat w którym nie ma miejsca na błahostki, a walka o przeżycie jest chlebem powszednim. Ogromnie mi się to podoba w jej twórczości. Choć tworzy w jednym z najpopularniejszych gatunków jest w tym sobą .Od początku do końca. Znalazła swój sposób na czytelnika i się go trzyma. Bohaterowie znów są rzucani w nieciekawe lokacje, muszą walczyć o życie swoje oraz swoich towarzyszy. Autorka stworzyła konflikt, który nie uznaje kompromisów. I ta bezkompromisowość i brutalność jest ogromnym atutem.

Jak w poprzedniczkach, dzieje się tutaj wiele. Częsta zmiana lokalizacji, ilość bohaterów, wszystko to powinno przemawiać na korzyść. Jednak tym razem mam wrażenie, że nie zrobiło to na mnie takiego efektu. Choć akcja pędziła, ja potrafiłam się nudzić. Nie umiem określić skąd u mnie takie odczucie, jednak momentami męczyłam się z tą książką, równocześnie pałając do niej ogromną miłością i ciekawością.

Sam początek był dla mnie trudny. Nieco powolny i nieogarnięty, wcale nie zachęcał do dalszej lektury. Nie minęło aż tak wiele czasu od momentu gdy skończyłam poprzednią część, a miałam wrażenie, że się gubię. Zupełnie jakbym dostała ataku częściowej amnezji i część informacji z poprzednich tomów znikłaby z mojej głowy. Wina jednak mogła być tylko moja, bo autorka wykreowała swój świat jak nalezy. W kwestii merytorycznej, nie mam żądnych zastrzeżeń.  Im dalej w las tym lepiej było. Wracała pamięć, a książka zaczynała intrygować. Ostatnie strony były rewelacyjne.

Autorka zrobiła jedną, prostą rzecz, która ogromnie mnie ujęła, a widać ją najlepiej w tym tomie. Nie zamknęła swojego świata na jeden kraj czy miasto. Shannon konsekwentnie wplotła w swoje uniwersum cały świat. Nie ograniczyła działań Sajonu tylko do Anglii, co ogromnie jej się chwali. I na pewno wyróżnia to ją spośród innych autorów gatunku.

Nie zamierzam okrzyknąć "Pieśni jutra" książką złą czy tragiczną. Ona po prostu słabo wygląda na tle poprzednich części. Została stworzona trochę w zupełnie inny sposób i niestety trochę na tym ucierpiała. Jestem jednak pewna, że końcówka wszystko wam wynagrodzi. I zostawi z nie małym kacem. A o kolejnym tomie nic nie wiadomo.

Copyright © 2016 Ciekawy cytat o książkach , Blogger