15 czerwca 2017

#książka -"Żniwiarz. Pusta Noc" P.Hendel

Człowieczki, naprawdę nie wiem co powinnam tu napisać. Ostatnio zdarza mi się to co raz częściej. Trzymajcie kciuki, zostały mi jeszcze tylko trzy dni egzaminów, a potem będę mogła czytać bezkarnie!


Z pozoru Magda jest zwykłą dwudziestolatką. Pracuje w niewielkiej księgarni i pomaga w domowych obowiązkach. Jednak wolny czas spędza inaczej niż jej rówieśnicy - tropi stwory wywodzące się z słowiańskich wierzeń. Krainę umarłych opuszcza najpotężniejsza istota z jaką żniwiarze dotąd się spotkali. W tym samym czasie Magda poznaje Mateusza. Chłopak niedawno wprowadził się do miasteczka i dziewczyna jest jedną z niewielu osób, które utrzymują z nim kontakt. W końcu wprowadza go w świat słowiańskich wierzeń. Nie wie jednak, że niedługo wszyscy widzący stwory znajdą się w niebezpieczeństwie.

Zdecydowanie jest to jedna z tych książek, które zaintrygowały mnie pozytywnymi opiniami i wydaniem. Dopiero później zerknęłam na opis i wiedziałam, że muszę ją mieć. Zwłaszcza gdy dostrzegłam rekomendacje Mai Lidii Kossakowskiej. To wszystko sprawiło, że nie mogłam się jej doczekać.

Przyznaje, że ostatnio co raz częściej sięgam po fantastykę młodzieżową. Sama jestem tym zaskoczona, nigdy nie był to mój ulubiony gatunek. Trzeba przyznać, że pomysł na tę książkę jest niebywale oryginalny. W końcu nie za często słyszy się o fantastyce opartej na mitologii słowiańskiej. A szkoda, bo ta pokazana przez autorkę jest bardzo ciekawa. Przede wszystkim jest inna. I co najlepsze, niektóre jej aspekty w pewnym stopniu już znamy! Za pomysł książka ma u mnie ogromnego plusa.

Bohaterowie jakich wykreowała autorka są bardzo naturalni i autentyczni. Łączące ich relacje wydają się być identyczne jak te z jakimi sami się spotykamy. Dzięki temu książka jest bardzo realistyczna i o wiele łatwiej i szybciej możemy wyrobić sobie zdanie na temat jej bohaterów. Właśnie dzięki tej autentyczności relacji, wątek miłosny nie jest irytujący. Wręcz odwrotnie - czytelnik ma ochotę kibicować bohaterom. Również dlatego, że miłość nie gra tu pierwszych skrzypiec. Potraktowana została jako poboczny wątek, zaledwie tło do wydarzeń związanych z upiorami. Dla mnie to ogromna zaleta.

Nie umiem wam obiecać niekończącej się akcji. Jest jej mnóstwo, ale są też spokojniejsze momenty. Dla mnie były one idealnie wyważone. Może poza początkiem, który mógłby być nieco krótszy. Pozwalały na chwile zastopować, a wszystko nie działo się zbyt chaotycznie. Tym samym czytelnik miał czas na poukładanie sobie wszystkiego, co nie pozwala mu się pogubić w nowo poznanym świecie.

Nie miałam wcześniej styczności z autorką, dlatego byłam przekonana, że to jej debiut. Dopiero później zorientowałam się, że tak nie jest. Gdyby jednak tak było byłby naprawdę dla mnie wielkim zaskoczeniem. Żeby nie było - nadal nim jest, jednak kaliber troszeczkę zmalał. Minimalnie. "Żniwiarz. pusta noc" to dla mnie jedna z lepszych książek z naszego podwórka po jaką ostatnio sięgnęłam.

  Za możliwość przeczytania "Żniwiarza.Pusta Noc" dziękuje wydawnictwu Czwarta Strona.

11 czerwca 2017

#książka - "Misery" S.King

Kończy mi się zapas pościków na czarną godzinę. Patrząc na to ile ostatnio mam czasu na czytanie, nie widzę tego zbyt kolorowo. Jednak mam nadzieje, że coś wymyśle i jakoś te sytuacje rozwiążę.


Paul Sheldon pisze romansidła i bardzo dobrze mu to wychodzi. Jednak on sam nie znosi swojej głównej bohaterki, Misery Chastain. Decyduje się zmienić swój dorobek i uśmierca bohaterkę. Teraz tworzy poważniejsze książki. Pewnego wieczora, wracając pod wpływem alkoholu ulega wypadkowi samochodowemu. Budzi się w stojącym na odludziu domu swojej największej fanki Annie Wilkes. Była pielęgniarka uwielbia jego powieści o Misery, dlatego  jego piekło rozpoczyna się gdy przynosi ona do domu jego ostatnią książkę.

Uwielbiam Kinga, chyba jak każdy fan książek trzymających w napięciu. Mam z nim tylko jeden problem - średnio się lubię z nowszymi pozycjami od autora. Dlatego staram się zwracać uwagę na wybierane pozycje z jego nazwiskiem na okładce. "Misery" już kiedyś chodziła mi po głowie, a niedawno w końcu ją dorwałam.

Król mnie zaskoczył i to bardzo pozytywnie. Nie patyczkował się, nie wprowadzał zbędnych opisów, historii czy bohaterów. Od pierwszych stron czytelnik wpada do małego, zamkniętego światka w którym władze ma Annie. I właśnie ten zabieg, ograniczenie miejsca akcji i występujących w niej bohaterów do zaledwie dwóch osób, sprawia, że czytelnik ma wrażenie jakby sam znalazł się w takiej sytuacji.

Wracając do kwestii opisów - może nie było tych zbędnych, jednak czasami były one nieco zagmatwane. Zupełnie jakbyśmy dostali puzlle bez niektórych elementów, które sami musimy ułożyć na miejsce. Na samym początku gdy się pojawiły, wstawki książki pisanej przez bohatera trochę mnie irytowały i dezorientowały. Jednak po kolejnym "rozdziale" sama zaczęłam wkręcać się w tę drugą opowieść. Trwało to tylko, krótką chwile dopóki ten tekst otrzymywałam, ale i tak mnie zaciekawił.

Choć "Misery" ma tak  naprawdę tylko dwóch bohaterów, to są oni tak wykreowani, że wystarczą. A tak naprawdę wystarczyłaby sama Annie która "robi" całą robotę. Stworzona tak by siać grozę robi to idealnie i to już od pierwszych stron. Natomiast każda kolejna lęk przed nią tylko pogłębia. Poznając ją i jej historię człowiek zaczyna się zastanawiać czy taka osoba może istnieć. A przede wszystkim, co w głowie ma King, że tworzy takie postacie. Zwłaszcza, że robi to tak realistycznie.

Sama końcówka była nieco niepokojąca. Nie do końca wiadomo było co jest prawdą, a co tylko złudzeniem. To dodatkowy plus opowieści. Ta niepewność i strach, które nie znikają aż do ostatnich stron nadają jej tylko więcej klimatu i pokazują, że autor doskonale wie co robi.

Niewiele jest książek, które mnie przeraziły, a jeszcze mniej takich, które są w stanie mnie zniesmaczyć. Ta bez wątpienia zalicza się do obu tych kategorii. W moim prywatnym rankingu Kinga ustępuje miejsca tylko "Carrie" i bez wątpienia utrzymuje mnie w przekonaniu, że King jest mistrzem. Zwłaszcza jeśli mówimy o jego najstarszych pozycjach.

9 czerwca 2017

#książka - "Korona w mroku" S.J.Maas

Zdaniem niektórych idę ostatnio jak burza z publikowaniem tekstów. Nie wiem jak was, ale mnie ten obrót spraw bardzo cieszy. Nie dość, że mam ochotę czytać bez końca to i pisać mogłabym ostatnio zaraz po skończeniu kolejnej książki. Teraz tylko muszę jeszcze zdobyć na to odpowiednią ilość czasu.


Królewska Obrończyni to zobowiązujący tytuł. Celaena o tym wie, jednak niekoniecznie się tym przejmuje. Jej obecna pozycja pozwala jej żyć w dostatku i spokoju. Przynajmniej do momentu otrzymania kolejnego zlecenia. Może ono zniszczyć wszystkie plany jakie dziewczyna uczyniła. Nie tylko zadanie otrzymane od króla sprawia dziewczynie problemy. Siły mogące zniszczyć cały świat wystawiają jej lojalność na próbę.

Od momentu gdy czytałam pierwszy tom minęły prawie dwa lata. Prawda jest taka, że to nie on zachęcił mnie do kontynuowania serii. Zrobiły to nowelki, które bardzo szybko przypadły mi do gustu. To właśnie dzięki nim sięgnęłam po "Koronę w mroku". Może nie od razu, ale liczy się fakt, że w ogóle to zrobiłam.

Celaena jest dokładnie taka jaką ją zapamiętałam - błyskotliwa, ironiczna i niezwykle charakterna. A jej imię nadal jest dla mnie nie lada wyzwaniem. Wybaczcie więc możliwe literówki. Pośród bohaterek serii młodzieżowych, mogłabym wskazać ją na jedną z moich faworytek. Nie jest przewidywalną i głupiutką istotką, co bardzo w niej lubię.Relacje z innymi bohaterami też są nad wyraz dojrzałe względem jej wieku.

Ciężko pisać o akcji w tej książce. Zaczyna się już na pierwszych stronach i nie zatrzymuje aż do ostatniej. Dzieje się wiele zarówno w kwestii walk, intryg i potyczek. Równie wiele dzieje się między bohaterami. Ich relacje wchodzą na zupełnie inny poziom, który niezwykle ekscytuje czytelnika. Dzięki temu książka niemal non stop trzyma w niepewności i aż prosi by czytać ją dalej. Fakt, jest kilka nieco spokojniejszych momentów, jednak nie spowalniają one lektury.

Niezwykle intrygujący jest motyw historyczny. Maas odkrywa przed czytelnikiem niezwykle ciekawą historię stworzonego świata. Nie pokazuje zbyt wiele, a dawkuje wszystko. Tym samym intryguje i sprawia, że po prostu chcesz więcej. Zwłaszcza, że oprócz historii pokazuje zupełnie inne aspekty swojego uniwersum, które jeszcze mocniej przyciągają uwagę.

Zaskoczył mnie fakt, że trójkąt miłosny zniknął. Możenie całkowicie, ale bez dwóch zdań został bardzo mocno zminimalizowany. Tym samym Celaena i Chaol stali się centrum akcji. Sposób w jaki myśli dziewczyna bardzo mnie intryguje. Nie do końca mogę pojąć co tak naprawdę nią kieruje i to ogromnie mi się podoba. Z jednej strony bardzo mocno ją dopinguje, z drugiej mam ochotę czasem jej przyłożyć. I właśnie jej postawa i relacje pozwalają spojrzeć realistycznie na te opowieść.

Przyznaje, że byłam sceptycznie nastawiona do tej książki. Nie oczekiwałam fajerwerków, a dostałam rewelacyjną książkę, która wciągnęła mnie szybko i na długo. Skończyłam ją z otwartą buzią i ogromnym kacem książkowym. Muszę jak najszybciej przeczytać kolejny tom!

Za możliwość przeczytania "Korony w mroku" dziękuje wydawnictwu Uroboros