13:38

#książka - "Obsesja" K.B.Miszczuk

#książka - "Obsesja" K.B.Miszczuk
W końcu mam chwilę by nadrobić zdjęcia do postów! W tygodniu zupełnie nie mam na to czasu. Zawsze wracam do domu na tyle późno by światło kompletnie nie współpracowało w kwestii zdjęć. Na całe szczęście dzisiaj mam chwilę by te braki nadrobić. Trzymajcie kciuki, żeby posty pojawiały się teraz regularniej. Kolejne teksty mam już przygotowane. Szok!
Dodatkowo, na instagramie czeka na was rozdanie. Zachęcam do udziału.


Joanna Skoczek wróciła do Warszawy. W jednym z szpitali odbywa rezydenturę na oddziale psychiatrii. Większość czasu poświęca pracy, a pozostałości swojemu otyłemu kotu perskiemu imieniem Kołtun. Pewnego dnia kobieta znajduje w swojej szpitalnej szafce anonimowy list. Sytuacja komplikuje się gdy pojawiają się kolejne listy, a w szpitalnym magazynie zostaje odnaleziony trup. Wszystko wskazuje na to, że powrócił seryjny morderca, którego policja szuka od pół roku.

Przez chwile miałam wrażenie, że ta książka patrzyła na mnie niemal z każdego zakamarka bookstagrama. Do tego niemal wszystkie opinie o niej były pochlebne. Dodatkowo, nigdy wcześniej nie miałam styczności z autorką. Pozycja ta wydawała mi się być idealną do zmienienia tego faktu.

Ogromnie podobało mi się poczucie humoru jakie posiadają bohaterowie. Nieco ironiczne, zawsze  idealnie dobrane do sytuacji. Nie raz, nie dwa parskałam śmiechem w czasie lektury. Oczywiście mam swojego faworyta w kwestii poczucia humoru. Jednak nie zdradzę o nim zbyt wiele, mogłabym zepsuć komuś radość z lektury.

Skoro już jesteśmy przy bohaterach - główna bohaterka wydawała mi się najzwyczajniej w świecie próżna. Nie był to ten stopień próżności, którego nie da się znieść. To raczej ten typ, który co jakiś czas o sobie przypomina i nieco gra na nerwach. Okładka ostrzega, że Asia cierpi na "niepoprawny romantyzm oraz kompleks nieprzystępnej księżniczki". Śmiem twierdzić, że to idealny opis bohaterki. Jej głównym problemem wydaje się być brak partnera, choć broni się przed nim rękami i nogami.

Autorka ma bardzo fajny styl pisania. Lekki, łatwy i bardzo umilający lekturę. Trochę zajęło mi przyzwyczajenie się do pierwszoosobowej narracji. Nie jestem jej wielką fanką, ale zaczynam dostrzegać jej plusy. Zupełnie inaczej odbiera się emocje bohatera otrzymując je w takiej formie.

Sam pomysł na kryminał był dla mnie bardzo ciekawy. Nie jest to typowa książka tego gatunku. Niby pojawiają się policjanci i śledztwo, ale nie są najważniejszym aspektem tej pozycji. To bardzo ciekawy kryminał mający w sobie elementy obyczajówki, komedii i ciut romansu. Wyszło z tego bardzo ciekawe i lekkie połączenie.

Rozwiązanie zagadki było szybki i bardzo zaskakujące. Ciężko przyznać mi się do mojego toku myślenia, zdradziłabym wam rozwiązanie. Niewiele stron zostało poświęcone rozwiązaniu, ale na pewno wystarczyło by moja szczęka opadła. Byłam bardzo zaskoczona rozwiązaniem. A moje czytelnicze serduszko zostało nieco zranione i bardzo zdziwione momentem w którym kończy się ta historia. Z reguły jesteśmy przyzwyczajeni do czegoś innego, dłuższego. Tutaj autorka zachowała się zupełnie inaczej. Tym samym sprawiła, że mam jeszcze większą ochotę na kolejną część tej serii!

Swoje pierwsze spotkanie z panią Miszczuk uważam za bardzo udane. Dostałam od niej lekką, wciągającą i bardzo zabawną lekturę. Nawet mnie nie przeszkadzały wątki miłosne. Bardziej mnie bawiły niż irytowały. Zostałam bardzo pozytywnie zaskoczona i jestem niemalże pewna, że to nie jest moje ostatnie spotkanie z autorką.

17:59

#książka/przedpremierowo/ - "Ciemna strona" T.Fisher

#książka/przedpremierowo/ - "Ciemna strona" T.Fisher
Co raz częściej zastanawiam się nad sensem prowadzenia bloga. Wiem, że jestem niesystematyczna, a postów jest o wiele mniej. Pewnym jest, że nie da się utrzymać wszystkich srok na raz więc moje myśli niestety uciekają w stronę instagrama. Jest szybszy i łatwiejszy w komunikacji, ale ja tak kocham pisać! Tak strasznie żałuje, że nie mam na to więcej czasu. Dobra, bardziej chodzi o jego organizacje. Kompletnie tego nie umiem.



W dniu swoich urodzin pisarka Senna Richards budzi się w zupełnie nieznanym sobie miejscu. Nie wie kto i dlaczego ją porwał. Nic nie zdradza tożsamości sprawcy. Kobieta szybko dostrzega, że odpowiedź ukryta jest w jej przeszłości. Musi stawić jej czoła i odzyskać wolność. Jednak nie będzie to takim łatwym zadaniem na jakie wygląda. Przeszłość potrafi ranić ponownie.

Jeden rok, a na półce trzy nowe książki tego samego autora. Czyżby Mróz? Nie, on miałby już pewnie szóstą. Straciłam rachubę, dlatego wracajmy do tematu.

Są tacy autorzy po których sięgam bez zastanowienia. Tarryn Fisher bardzo szybko stała się jednym z nich. Dlatego bez najmniejszych wątpliwości sprawiłam sobie "Mud Vein" będąc na targach w Krakowie. Przeczytałam ją w jeden dzień, a to już chyba o czymś świadczy.

Po raz kolejny autorka podarowała mi niesamowitą opowieść o sile ludzkiej psychiki. O tym jak bardzo jest skomplikowana i różnorodna. Stworzyła bohaterkę, której historia jest zagmatwana i nieoczywista. Z resztą nie po raz pierwszy. Ukazała wewnętrzne problemy człowieka, skupiając się na nich maksymalnie. Najgorsze (a może właśnie najlepsze?) jest to, że czytając te opowieść, czytelnik zaczyna analizować własne problemy.

Tarryn tworzy w swoich książkach niezwykły klimat - zamkniętego świata, skupionego tylko na kilku postaciach. Dzięki temu czytelnik otrzymuje hermetyczny świat i poznaje bohatera od podszewki. Senna była dla mnie chyba najbardziej irytującą z bohaterek tej autorki. Staram się pojąć sytuację w jakiej się znalazła, jednak nawet moje pokłady cierpliwości potrafią się wyczerpać. W tym przypadku stało się to niezwykle szybko. Senna po prostu zaczęła działać mi na nerwy swoim zachowaniem.

Pewnym jest, że książka trzyma w napięciu. Chwyta czytelnika w swoje objęcia i na pewno prędko go nie wypuści. Nawet jeśli Senna irytuje, Ty po prostu musisz wiedzieć co dzieje się dalej. Musisz poznać rozwiązanie tej zagadki bez względu wszystko. Po prostu masz ochotę rzucić wszystko i czytać bez końca.

Chociaż książka bardzo mi się podobała, nie porwała mnie aż tak jak poprzedniczki. Jeśli znacie moje opinie o dwóch poprzednich pozycjach Fisher, niemal identycznie sytuacja ma się przy "Ciemnej stronie". Więc skąd ta zmiana? Może to przez główną bohaterkę? Może przez to, że to kolejna już w tym roku książka Fisher utrzymana w podobnym klimacie? Albo to ja robię się wybredna. Odpowiedź nie jest ważna. Istotny jest fakt, że ta książka aż prosi o to by ją przeczytać.

Nie ma się co wahać, to pozycja zdecydowanie warta uwagi! Klimatyczna, mroczna i wciągająca. Czego chcieć więcej od książki na jesienny wieczór? Fisher jest w formie, co do tego nie mam zastrzeżeń. Zastanawia mnie tylko, kiedy to wszystko stanie się do siebie zbyt podobne i schematyczne. Mam nadzieje, że jej passa będzie trwała długo. Ten pokręcony świat jaki tworzy jest niezwykle wciągający.

16:51

#książka - "Mroczne zakamarki" K.Thomas

#książka - "Mroczne zakamarki" K.Thomas
Ostatnio wszystko zabiera mi za dużo czasu - praca, studia, obowiązki w domu. Nie mam czasu żeby usiąść choć na chwile bo niemal zaraz zasypiam. Czytanie nawet jakoś mi wychodzi jednak pytanie tylko do kiedy tak będzie. Mam zamiar być dobrej myśli. Mam przeczytane sporo książek "na zapas". Teraz muszę się tylko zmotywować by cokolwiek o nich napisać


Fayette to niewielkie miasteczko w Pensylwanii. Nawet ono ma swoje tajemnice. Tessa opuściła je będąc jeszcze dzieckiem. Od tego czasu starała się  nie myśleć co wydarzyło się pewnej, letniej nocy. W Fayette została jej najlepsza przyjaciółka Callie. Choć zawsze była tą silniejszą z nich, odkąd wyprowadziła się do innego domu, nie spogląda na miejsce wzbudzające przykre wspomnienia. Najlepszym, według niej, sposobem na zapomnienie są imprezy. Dużo długich imprez. Dziewczyny nie rozmawiały ze sobą od czasu procesu, a już tym bardziej po nim. Ich kontakt się urwał. Teraz Tessa wraca do miasteczka i gnębią ją wątpliwości. Szukając odpowiedzi na swoje pytania odkrywa co raz to bardziej niepokojącą prawdę. Tym razem ucieczka będzie niemożliwa.

Gdy rozpoczynałam lekturę nie wiedziałam czego się spodziewać. Z jednej strony opis bardzo mnie ciekawił. Gdyby nie on, nie sięgnęłabym po tę książkę. Z drugiej strony spotkałam się z kilkoma niezbyt pochlebnymi opiniami na jej temat. Moje mieszane uczucia musiały zostać zweryfikowane.

Główna bohaterka niemal od samego początku działała mi na nerwy. Niby taka dojrzała - pracuje, zarabia na siebie, a wstydzi się wielu prostych czynności. Zachowuje tak jakby bardzo czegoś chciała, ale jednak się bała. Nie przepadam za niezdecydowanymi postaciami. Cieszy mnie, a Tessę ratuje fakt, że tak bardzo zależało jej na rozwikłaniu zagadki. Autorka przedstawia nam wielu bohaterów. Każdy z nich  ma swój własny sposób na radzenie sobie z problemami i traumami. Najlepiej ukazała to tworząc Tessę i Callie. Przyjaciółki, których zachowania tak bardzo się różniły.

Choć to debiut, autorka całkiem fajnie operuje językiem. Tworzy klimat wręcz hermetycznego miasteczka, które boryka się z zbrodnią sprzed lat. Kreuje ciekawych i skomplikowanych bohaterów. Opisuje ich zagmatwane historię i niełatwe życie. To wszystko jest jak najbardziej na jej plus.

Mam problem z tą książką. Czyta się ją szybko, a jednak nie zachwyca. Pomysł bez wątpienia był rewelacyjny. Ciekawy i kuszący. Wykonanie gdzieś zabiło jego potencjał. Dość długi czas podwiewało nudą. Dlatego obawiam się, że niektórzy mogą porzucić lekturę bez zastanowienia. Przyznaję, że podzielam opinie z którą najczęściej spotkałam się w innych tekstach o niej - brak mi tu emocji.

Niby czytelnik chce rozwikłać zagadkę razem z bohaterkami, jednak ciężko mu będzie odnaleźć prawdziwy powód tego pragnienia. Czysta ciekawość czytelnicza to nie wszystko. Zwłaszcza w tym przypadku. Zwłaszcza jeśli książka trafi w ręce nieco wybredniejszego czytelnika.

Największy plus poznają wytrwali - to zakończenie. Jest naprawdę ciekawe i zapewne niejednego zaskoczy. Zdecydowanie jest warte tych krótkich chwil "męki" z tą pozycją. Zażartować można, że to w nim autorka skupiła swoje umiejętności i talent, więc na środek limit został zminimalizowany

"Mroczne zakamarki" nie są tragiczną książką. Jednak nie są też zachwycające. Są lżejszą pozycją, idealną na przerywnik pomiędzy kolejnymi bardziej wymagającymi książkami. Poleciłabym je tym, którzy dopiero chcą rozpocząć swoją przygodę z kryminałami czy thrillerami. Dostaną obyczajówkę rozbudowaną o wątki kryminalne.

Za możliwość przeczytania "Mrocznych zakamarków" dziękuje wydawnictwu Akurat

15:09

#książka/przedpremierowo/ - "Dwór skrzydeł i zguby" S.J.Maas

#książka/przedpremierowo/ - "Dwór skrzydeł i zguby" S.J.Maas
Ten tekst mógłby pojawić się już dawno temu. Książkę skończyłam w trzy dni, a przy moim ostatnim zamieszaniu życiowym - to jest wyczyn. Co prawda w busach, gdzie spędzam około 3,5 godziny dziennie, czytam na potęgę. Jednak ta pozycja przypadła mi na weekend. Wtedy organizacja mojego czasu umiera. Dla niej rzuciłam niemal wszystko i rozprawiłam się z nią najszybciej jak mogłam.

Premiera 25 października!

Feyra znów wraca na Dwór Wiosny. Tym razem przychodzi jej zmierzyć się z czymś trudniejszym niż poprzednio. Jednak ona sama jest o wiele silniejsza.  Niewielka pomyłka wystarczy by świat jej i jej najbliższych przeistoczył się w ruinę. Nadchodzi wojna, a ona musi szukać pomocy wśród najbardziej niespodziewanych sojuszników. Czy to wystarczy by zwyciężyć w wojnie?

Doskonale wiem, że ten opis jest ciut zagmatwany i niewiele sobą reprezentuje. Tym z was, którzy jeszcze nie czytali Dworów, nie chciałam psuć zabawy. Natomiast dla tych którzy już w tym świecie przepadli - opis jest zbędny. Tu wystarczy znać poprzednie tomy by po prostu czuć przymus czytania "Dworu skrzydeł i furii". Choć minęło już sporo czasu odkąd skończyłam ją czytać, nadal mam w sobie pełno emocji, które nie do końca umiem sprecyzować. Dlatego ten tekst może być chaotyczny i niespójny. Wybaczcie, ale to co zrobiła ze mną Maas przy tej książce, jest wręcz nie od opisania.

"Dwór skrzydeł i zguby" na początku wydawał mi się nieco leniwy. Nastawiony na akcje utkaną z intryg. Dopiero później, gdy bohaterowie rzeczywiście ruszają do walki zostaje zawiązana akcja, która rusza szybko i nie zatrzymuje się. Dzieje się tak wiele, że aż ciężko oderwać się od książki choć na chwilę! Te ponad 800 stron to przyjemność w czystej postaci.

Już przy poprzednim tomie Feyra urzekła mnie swoją dojrzałością. Tym razem pokazała, że wcale się nie pomyliłam w jej ocenie. Postawiła przed sobą niezwykle trudne zadanie i zmierzyła się z nim znając konsekwencje. Nie jest kolejną głupiutką bohaterką młodzieżową, wręcz przeciwnie. Stała się jedną z niewielu naprawdę dojrzałych, kobiecych bohaterek tego gatunku. Właśnie dzięki niej Maas przywraca mi wiarę w młodzieżówki.

Po tym tomie bez zastanowienia mogę stwierdzić, że Maas tworzy młodzieżówki dla nieco dojrzalszych czytelników. Niby to wszystko jest łatwe, szybkie i przyjemne. Do tego pełne jest elementów, które kojarzą się z młodzieżówkami. Jednak autorka umiejętnie prowadzi bohaterów i fabułę nadając im dojrzalszego charakteru. Ciężko pomyśleć o bohaterach w kategorii rozwydrzonych nastolatków. Nawet jeśli czasem mają takie zachowania, są o wiele dojrzalsi. Jeśli ktoś, tak jak ja przed lekturą pierwszego tomu, ma ją za młodzieżówkę, myli się bardzo. I nawet jeśli pierwszy tom mocno nią pachnie, zapewniam, że kolejne dwa rozwieją wszelkie wątpliwości.

Ciężko jest mówić o niej wiele, nie zdradzając wszystkiego. Na pewno jest warta czekania. Jestem pewna, że wzbudzi w każdym fanie serii niezwykle wiele emocji. I to momentami bardzo skrajnych. To ten typ historii jakie przeżywa się całym sobą. "Dwór skrzydeł i zguby" na pewno złamie wam w końcu serce. Chociażby samym faktem, że to już koniec.

Uwielbiam wielowątkowość tej książki. Fakt, wiele z nich pozostało nadal otwartych. Liczę, że Maas w jakiś sposób te wątki jeszcze ożywi tylko po to by ostatecznie się z nimi rozprawić. Choć będzie mnie to znów kosztować trochę nerwów, jestem pewna, że będzie tego warte. Są wątki, które koniecznie trzeba zamknąć. One o to wręcz proszą!

Ogromnie cieszy mnie (i równocześnie nieco boli), że to tylko trylogia. Z jednej strony wole mniejszą ilość grubszych książek, w których akcja jest skondensowana. Taka seria nie staje się "odgrzewanym kotletem" czy źródłem do odcinania kuponów. Z drugiej strony w tym przypadku mnie to boli. Mogłabym spotykać się z tym bohaterami chyba bez końca. Uwielbiam ich samych i ich świat.

Autorka nie raz przyprawiła moje czytelnicze serduszko o szybsze bicie. Udało jej się nawet zatrważająco mocno zbliżyć mnie do jego zawału. "Dwór skrzydeł i zguby" wywołał u mnie wiele przeróżnych emocji, a niewiele książek może się tym poszczycić.  Jedno jest pewne - dla fanów fantasy ta trylogia to niemal obowiązek. A tych, którzy czytali drugi tom już niedługo czeka naprawdę rewelacyjna przygoda. Aż wam zazdroszczę, że możecie odkrywać ją na nowo!

Za możliwość przeczytania "Dworu skrzydeł i zguby" dziękuje wydawnictwu Uroboros

17:50

#książka/przedpremierowo/ - "Oskarżenie" R.Mróz

#książka/przedpremierowo/ - "Oskarżenie" R.Mróz
Wasz odzew pod poprzednim postem niezwykle mnie ucieszył. Zwłaszcza, że tak wiele z was się ze mną zgadza! To znak, że nie wariuje i naprawdę dzieje się tutaj coś dziwnego. Może wspólnymi siłami i małymi krokami uda nam się to zmienić! Dajcie mi znać jeśli lubicie takie luźniejsze posty i chcielibyście ich więcej. Może nawet macie jakieś tematy o których chcielibyście poczytać?

Premiera 27 września

Cztery lata temu pod Warszawą zamordowano czterech chłopców. Zabójca został ujęty i skazany. Dowody wskazujące na dawną legendę "Solidarności" były nie do podważenia. Mimo to, mecenas Joanna Chyłka dostaje wiadomość od żony skazanego, według której mężczyzna jest niewinny. Dopiero gdy kobieta ginie, Chyłka postanawia przyjąć sprawę. DNA jednej z ofiar zostało znalezione w miejscu innego przestępstwa. A Kordian Oryński nie wiedzieć czemu jest powiązany z tą sprawą...

Któż nie czeka na kolejną Chyłkę? Wszyscy fani Mroza trąbią o niej już na długo przed premierą. A tuż przed nią, niemal każdy przebiera nogami zniecierpliwiony. Choć sama czekam na kolejne tomy, mój entuzjazm powoli robi się co raz mniejszy. To jednak temat na osobny tekst. Ten ma być poświęcony najnowszej Chyłce.

Pewne jest jedno - ta część, najbardziej ze wszystkich skupia się na bohaterach. To o nich jest tutaj najwięcej, to oni są najważniejsi. Historia kryminalna niknie na pewien czas i pojawia się dopiero później, gdy w kwestii Zordona i Chyłki powiedziane zostało wiele. W tej części najmocniej widać, że to prawniczy duet jest tutaj najważniejszy, a nie sprawy jakimi się zajmują. Oni sami są tacy jak zawsze - błyskotliwi, ironiczni i z charakterem.

Naprawdę ciężko pisać mi ten tekst, już teraz czuje, że będzie jednym z krótszych na temat książek autora. A już bez dwóch zdań będzie jednym z tych niewielu negatywnych. Nie chcę go zmienić w tyradę dlaczego mój stosunek do autora tak szybko i mocno się zmienił - jak wspominałam wcześniej, przyjdzie na to czas. Ukrócając, mam wrażenie, że ta część powstała zdecydowanie zbyt szybko.

Z pozoru wszystko jest na swoim miejscu - nierealna intryga, zadziorni bohaterowie i wbijające w fotel zakończenie. Jednak to wszystko nie działa już tak dobrze. Na pewno przyzwyczailiśmy się do tego co serwuje nam autor. Te same zabiegi nie będą wiecznie działać na czytelnika tak samo. Osobiście po lekturze "Oskarżenia" czułam ogromny niedosyt. Satysfakcję i niedosyt. W niektórych momentach naprawdę dobrze się bawiłam - wybuchałam śmiechem, sypałam przekleństwa. Mimo to, mam wrażenie, że ta książka została nieco rozciągnięta.

Nie myślcie, że jestem kategorycznie przeciwna tej książce. Mimo wszystko jest warta uwagi, fani serii pewnie się nie zawiodą. Ja tylko ostrzegam, że należy mieć do "Oskarżenia" pewien dystans. Kończąc lekturę zaczęłam się zastanawiać czy aby czasem ta seria powoli się nie wypala. Z jednej strony nie chciałabym tego. Bardzo lubię Chyłkę jako ją samą. Z drugiej jednak strony, wole by jej historia skończyła się póki pałam do niej entuzjazmem, a ona sama nadal warta jest uwagi.

  Za możliwość przeczytania "Oskarżenia" dziękuje wydawnictwu Czwarta Strona.
Copyright © 2016 Ciekawy cytat o książkach , Blogger