19 września 2017

#książka - "Ostatnia prawdziwa love story" B.Kiely

#książka - "Ostatnia prawdziwa love story" B.Kiely
Nie mam słów na własną systematyczność. A właściwie na te jej nikłe resztki. Mam nadzieje, że chęć do czytania i pisania wróci. Ostatnio co po chwila popadam z skrajności w skrajność - albo czytam bez opamiętania, albo wcale. Chyba czas naprawdę mocno przemyśleć istnienie blogaska.


Pewnej letniej nocy Hendrix i Corrina postanawiają wyruszyć w podróż. Niezwykłą bo aż na drugi koniec kraju, mając za towarzysza psa i dziadzia z Alzheimerem. Kradną auto i wyruszają w podróż życia. Ścigają ich rodzice i policja, a nawet lekarze z ośrodka w którym do tej pory przebywał dziadzio. Właśnie w tej podróży młodzież może przekonać się, że ma on rację twierdząc, że jedynymi historiami jakie przetrwają, są te miłosne.

Gdy tylko zobaczyłam te pozycję w swojej skrzynce mailowej, moja ciekawość szybko wzrosła. Okładka szybko wpadła w moje oko, a opis zachęcał do lektury. Dlatego nie wahałam się ani chwili, od razu zgłosiłam się po egzemplarz. Jak na tym wyszłam?

Bardzo pozytywne wrażenie wywarła na mnie relacja wnuka z dziadkiem. Była niezwykle ujmująca. Zwłaszcza gdy dziś tak rzadko obserwuje się wnuczęta opiekujące się dziadkami. Hendrix dba o swojego i chce dla niego wszystkiego co najlepsze. Dlatego zabiera go w szaloną podróż by spełnić jego prośbę, póki choroba mu na to pozwala. To wręcz wzruszający motyw. Nawet dla takiego znieczulaka jak ja.

Relacja jaka łączy Hendrixa i Corinnne jest nietypowa. Choć czytelnik szybko może się zorientować w jaką stronę ona zmierza, zostaje zaskoczony. Ich więź nie jest w żądnym przypadku kolejną słodką opowiastką. To lekka i luźna opowieść, która naprawdę mogłaby się wydarzyć komuś z nas. Może poza aspektem ucieczki. Ich relacja jest bardzo możliwa. Takie historie aż chce się poznawać! Zwłaszcza patrząc na zakończenie, które także nie jest zbyt oczywiste.

Ta książka jest bardzo prosta. Zarówno jej historia jak i wykonanie. Nie ma tu nic zbędnego, wszystko jest na swoim miejscu w odpowiednich proporcjach. I choć wszystko wydaje się być idealne, ja zgubiłam się gdzieś pośrodku. Opowieść stała się dla mnie monotonna, a moja ciekawość wygasła. Tliła się aż do końca, jednak nie przyszło jej wrócić do łask.

Już teraz patrząc po opiniach jakie widzę w internecie widzę, że większość czytelników jest nią zachwycona. Jeśli chodzi o mnie, doceniam jej prostotę i potencjał. Jednak w moim odczuciu to wszystko nie do końca się sprawdziło. Pewnie dlatego, że ostatnio szukam uparcie fajerwerków i pędzącej akcji. Dlatego stwierdzam, że to pozycja idealna dla osób szukających pozycji lekkiej, łatwej i przyjemnej. Wtedy sprawdzi się idealnie.


Za możliwość przeczytania "Ostatniej prawdziwej love story" dziękuje wydawnictwu Młody Book



29 sierpnia 2017

#książka - "Replika" L.Oliver

#książka - "Replika" L.Oliver
Naprawdę zaczynam się starzeć Zamiast serialu czy książki w wolnym czasie wole prasować lub sprzątać. Siedzenie przy komputerze dłużej niż pół dnia jest dla mnie katorgą. Akurat wyspać się lubiłam zawsze, teraz tylko zmieniły się godziny kiedy to robię. Rutyna naprawdę jest nudna i bezsensowna. Wiem, że to zdjęcie nadaje się głównie do poprawki. Zrobię to gdy tylko znajdę chwilę. Słowo.


Gemma to klasyczna szara myszka. Dziewczyny w szkole jej dokuczają, chłopaki się nią nie interesują i nie ma przyjaciół. Do tego nosi bliznę w okolicy serca. Wszystko to dlatego, że jako dziecko spędziła mnóstwo czasu w szpitalach. Od tego czasu rodzice trzymają ją pod kloszem. Dopiero teraz może sama udać się w podróż razem z jedyną koleżanką. Gdy rodzice jej tego zabraniają, podsłuchuje ich rozmowie dowiadując się, że ma to coś wspólnego z kliniką w Haven. Postanawia uciec z domu i dowiedzieć się o co chodzi. Co odkryje? I co łączy ją z Lirą?

Do tej pory tylko raz miałam styczność z autorką. "Panika" przypadła mi do gustu, choć dziś już niewiele z niej pamiętam. Przyznaje - początkowo odpuściłam sobie"Replikę", nie skupiałam się na niej w żaden sposób. Dopiero niedawno, robiąc zamówienie na książki przypomniałam sobie o niej. Pobieżnie przeczytałam opis i zamówiłam, zaintrygowana sposobem w jaki jest napisana.

Tekst ten powstaje chyba za trzecim podejściem. Mam nadzieje, że będzie ono ostatnim - nie lubię tyle czasu walczyć z jedną książką, zwłaszcza gdy nie wiem dlaczego tak się dzieje. W końcu "Replika" nie jest totalną porażką niewartą uwagi. Jednak nie jest też ideałem.

Często, gęsto trafiamy na książki opowiadane przez dwóch bohaterów. Jednak chyba jeszcze nigdy nie zostało to podane w taki sposób. Przynajmniej ja nie spotkałam się z dwiema książkami w jednej, a właśnie tak skonstruowana jest ta pozycja. Każda okładka to historia innej bohaterki. Osobiście zaczęłam od opowieści Liry. Zapewne ma to wpływ na mój osąd, ale jej część wydaje mi się być ciekawsza. Ona sama jako bohaterka bardziej przypadła mi do gustu.

Sama tematyka książki szybko mnie zaintrygowała. To nieco inny pomysł niż to co do tej pory dostajemy w młodzieżówkach. Tematyka wydaję się być odrobinę dojrzalsza, choć nadal jest tu wiele elementów typowych dla gatunku. Jednak motyw przewodni jest naprawdę intrygujący. Obok konstrukcji, to najmocniejszy aspekt tej pozycji.

Trzeba przyznać autorce, że świetnie tworzy świat w książkach. Używając lekkiego i mocno współczesnego języka, bardzo łatwo tworzy luźny i aktualny klimat w swoich książkach. Dzięki temu czytelnik łatwiej się odnajduje, a wręcz ma wrażenie, że historia, którą poznaje, toczy się gdzieś aktualnie. To niezwykle fajne odczucie.

Mam lekki problem z tą książką. Owszem, była całkiem przyjemną lekturą, jednak gdzieś mi czegoś zabrakło. Może to konstrukcja, która tak się zachwycam, zepsuła mi element zaskoczenia? Zabrakło mi efektu wielkiego wow. Na chwilę jest to naprawdę fajna lektura, która pewnie dość szybko zatrze się w mojej pamięci.

25 sierpnia 2017

#książka - "Za zamkniętymi drzwiami" B.A.Paris

#książka - "Za zamkniętymi drzwiami" B.A.Paris
Nie wiem jak to robię, że zawsze jak obiecuję poprawę w swoich blogowych poczynaniach - dzieje się odwrotnie. Czytam sporo, ale nie mam najmniejszej ochoty przysiąść by pisać. To chyba kwestia mojej nowej pracy w której siedzę przy komputerze niemal pół dnia. Nie narzekam na nią w żaden sposób. Choć jestem w niej od kilku dni, już ją uwielbiam. Albo jeszcze?


Grace i Jack są dla wszystkich małżeństwem idealnym. Ona piękna i czarująca, on bogaty i przystojny. Ich związek wydaje się być perfekcyjny i pełen miłości. W końcu są nierozłączni, zawsze zadowoleni i wydają się mieć wszystko. Tylko dlaczego Grace nie odbiera telefonów i nie pracuje? Dlaczego nigdzie nie pojawia się sama? I po co zainstalowano kraty w oknie jej sypialni?

Miałam wrażenie, że tę książkę widziałam niemal wszędzie. Na blogach, vlogach i bookstagramach. Okładka intrygowała, opis przeczytałam pobieżnie, a ja o niej zapomniałam. Aż do momentu gdy dostrzegłam ją na przecenie w empiku. Tak, po raz pierwszy od bardzo dawna wydałam pieniądze w tym siedlisku szatana. Pozostaje pytanie, czy wyrzuciłam pieniądze w błoto?

Bardzo przypadł mi do gustu sposób prowadzenia narracji. Zawsze podkreślam, że lubię krótkie rozdziały. Tutaj nie dość, że był one dość krótkie to jeszcze rozdzielone na dwie strefy czasowe - teraz i kiedyś. Mogłoby się wdawać, że utrudni to lekturę. Tutaj jest zupełnie inaczej. Ten prosty zabieg buduje napięcie i wprowadza pewien element niepokoju. Nie ma tu wątków pobocznych więc nic nie rozprasza czytelnika. Ma on całkowitą swobodę w poznawaniu historii państwa Angel.

Dość ciężko zorientować się, że jest to debiut. Oczywiście jeśli pominie się opis na okładce, treść dobrze maskuje ten fakt. Opisy są barwne i choć nie należą do najdłuższych, idealnie obrazują świat bohaterów. Sam język autorki jest prosty, niewyszukany i tym samym rewelacyjnie wpasowany w książkę. To ten ich typ, który należy do łatwych i przyjemnych.

Po skończeniu tej lektury, uderzył mnie jeden wniosek - taka historia naprawdę może mieć miejsce. Niby żyjemy w czasach medialnego ekshibicjonizmu i ciekawskich oczu zerkających na nas z każdej strony. Niby, bo tak naprawdę nigdy nie zastanawiamy się czy to co widzimy u innych nie jest samym opakowaniem. Otoczką, która ma zamydlić nam oczy. Właśnie ta świadomość najbardziej dała mi do myślenia. I chyba właśnie za to polubiłam tę pozycję najbardziej.

Zawsze powtarzam, że niezbyt lubię wypowiadać się o rzeczach, których nie znam. Dlatego staram się czytać bestsellery. Żeby wyrobić sobie o nich zdanie i stwierdzić czy rzeczywiście są tak rewelacyjne. W przypadku "Za zamkniętymi drzwiami" stwierdzam, że jest w tym ziarnko prawdy. To wciągająca książka, jednak na chwilę. Obawiam się, że szybko znajdzie się pozycja, która ją przebije i zajmie jej miejsce w głowie czytelnika. Mimo to, jest warta nawet chwilowej uwagi.

18 sierpnia 2017

#książka - "Przeczucie" T.Honda

#książka - "Przeczucie" T.Honda
Cały czas jestem zachwycona moim nowym szablonem. Nie jestem jednak pewna co do tła zdjęć. Dajcie znać jaki kolor widzielibyście jako tło dla książek. Będę wam za to bardzo wdzięczna. Co do mnie samej - niedługo startuje w nowej pracy. Mój stres z nią związany maleje dzięki ludzikom, którzy mnie otaczają.


Wszystko zaczęło się od zwłok pozostawionych pod żywopłotem. Zupełnie jakby były śmieciem. Jednak w Tokio nikt nie wyrzuca nawet najmniejszego papierka na ulicę. Dlatego szczelnie zapakowane ciało, pełne ran jest dla wszystkich tak wielkim zaskoczeniem. Jeszcze większym są kolejne ciała. Komisarz Reiko czułam, że to będzie niezwykła sprawa. Zwłaszcza gdy okazuje się, że ma współpracować z Katsumatą. Mężczyzną, który za nic nie może zaakceptować jej jako policjantki.

Japońska literatura jest mi zupełnie obca. Raz w życiu przyszło mi przeczytać Murakamiego. Wtedy był dla mnie ciekawą i zupełnie inną książką. Od tego czasu minęło kilka lat, a mnie dopiero teraz przytrafiła się okazja by sięgnąć po innego japońskiego autora. Opis już na samym początku wydawał mi się intrygujący, choć nie miałam pojęcia czego się spodziewać.

Fani kryminałów pełnych akcji  mogą się rozczarować. Wszystko tutaj wydaje się być powolne i leniwe. Wydarzenia mają swoje własne, niezobowiązujące tempo. W jakiś pokrętny sposób buduje to klimat, jednak dla mnie było to raczej nużącym zabiegiem. Wole te pozycje w których akcja jest gdzieś pośrodku - ani zbyt szybka, ani zbyt leniwa. Co najzabawniejsze, to pierwsza część jest raczej tą mającą w sobie mniej akcji, a to ją czytało mi się lepiej. Może to kwestia tego, że podejrzewałam co mnie czeka i podświadomie nie chciałam zmienić zdania? Dopiero po skończeniu lektury zauważyłam tę różnicę.

Nie jest tajemnicą, że kraje japońskie cechują się hierarchią. Dlatego tak intrygującym jest wybranie kobiety na głównego bohatera. W czasie lektury ma to zastosowanie praktyczne - autor pokazał realia tokijskiej policji. Po pierwsze przedstawił czytelnikowi jak ciężko jest być kobietą w bardzo męskim świecie. Co najważniejsze, zobrazował dokładność i skrupulatność funkcjonariuszy. Mam dziwne wrażenie, że dlatego właśnie chciał stworzyć twardą bohaterkę. Z opisów Reiko można ją za taką mieć. Jednak jej zachowania skutecznie temu zaprzeczają. Nawet biorąc pod uwagę jej przeszłość, która miała odegrać kluczową rolę.

Przyznać trzeba, że Honda stworzył naprawdę ciekawą fabułę. Może nie zachwyca ona na pierwszych stronach, ale im dalej brnie się w tę historię, tym bardziej pochłania. Daje czytelnikowi puzzle, które ten musi poukładać na niezbyt wielu kartach. A gdy już je ułoży, jestem niemal stuprocentowo pewna, że nigdy wcześniej się z taką historią nie spotkał.

Ciut niechętnie przyznaje, że "Przeczucie" nieco mnie rozczarowało. Było dość przyjemną lekturą, jednak zdecydowanie zbyt leniwą jak na moje gusta. Zapewne będzie odpowiadała czytelnikowi, który lubi powolne kryminały. Dla tych szukających adrenaliny, będzie to raczej przerywnik wśród innych pozycji.

Za możliwość przeczytania "Przeczucia" dziękuje wydawnictwu Znak 

16 sierpnia 2017

#książka - "Achaja" A.Ziemiański

#książka - "Achaja" A.Ziemiański
Po raz kolejny, i pewnie nie ostatni, nie mam pojęcia co umieścić w tej części posta. Dlatego nie umieszczę nic sensownego. To też pewnie nie będzie nowością.


Achaja jest księżniczką. Jednak jej wysokie urodzenie nie jest w stanie uratować jej przed służbą w wojsku. Zwłaszcza gdy dwór jest pełen intryg i zawiści. W ten sposób zostaje odsunięta od tronu, a oprócz tego dostaje lekcję życia. W armii nikt nie patrzy na jej pochodzenie, mając ten sam stopień, wszyscy są równi. A Achaja najboleśniej się o tym przekonuje.

Niby lubię fantastykę. Może nie jestem jej najwierniejszą fanką, ale się staram. Sięgam po kolejne pozycje, zmieniam autorów i poziom zaawansowania. W końcu padło na coś z naszego podwórka. Coś, co kiedyś utkwiło w mej głowie i wiedziałam, że w końcu wpadnie w moje łapki. Byłam w szoku gdy po jakichś 200 stronach wrzuciłam jej zdjęcie na instagram, a w komentarzach zalaliście mnie negatywnymi opiniami. Do tego czasu żyłam w przekonaniu, że to raczej jedna z lepszych książek.

Początek bardzo mi się spodobał. Szybko polubiłam ten nieco średniowieczny klimat. Nawet bohaterowie dość szybko przypadli mi do gustu. Nie wszyscy, rzecz jasna, jednak duża ich część. Dopiero później, gdzieś niedługo przez połową, wszystko zaczęło się zmieniać. Żarty przestały mnie bawić, opisy zaczęły się dłużyć, a ja co raz bardziej się nudziłam. Nie jest to literatura wyjątkowo wysokich lotów, jednak miło by było gdyby niosła ze sobą nieco więcej pozytywnych emocji.

Szanuje autora, który najwyraźniej chciał jak najlepiej oddać brutalność i bezkompromisowość świata. Jednak mam wrażenie, że zapomniał się nieco i przeholował. Początkowo wszystko to co budowało ten świat było znośne. Jednak nastał taki moment w którym wszelkie uwagi i "żarty" stały się meczące, a nawet żenujące. Trochę śmieszy mnie ta myśl, bo choć nie należę do przewrażliwionych, wydaje mi się, że mój odbiór tej książki jest mocno uwarunkowany przez moją płeć. Żarty rzucane przez bohaterów zdawały się być seksistowskie, a cały świat przesadnie brutalny dla płci pięknej.

Spośród trzech wątków jakie opowiada książka, ten poświęcony tytułowej księżniczce odpowiadał mi najbardziej. Choć brutalny, intrygował mnie przez cały czas i to jego nie mogłam się doczekać. Drugi początkowo mnie bawił. Jego bohaterowie byli łobuzami, którzy w niezwykle inteligentny i zabawny sposób chcieli walczyć o swoje. Jednak i oni w końcu stali się męczący. Zupełnie jak trzeci wątek, który od samego początku był dla mnie zbędny.

To nie jest tak, że "Achaja" jest złą pozycją. Ona po prostu nie każdemu przypadnie do gustu. Nie mam się za wybrednego czytelnika. W końcu czytam wiele gatunków i niemal w każdym znajdę coś dla siebie. Jednak w fantastyce nie będzie to ta książka. To raczej pozycja dla fanów gatunku. Właśnie od kogoś takiego ją pożyczyłam i teraz sprzeczamy się co do jej wartości.

Copyright © 2016 Ciekawy cytat o książkach , Blogger