16:34

#książka - "Księżniczka z lodu" C.Läckberg

#książka - "Księżniczka z lodu" C.Läckberg
Mam nadzieje, że zauważyliście zmianę loga/nagłówka bloga. Osobiście jestem nim zachwycona i nie mogę przestać się szczerzyć patrząc na nie. Dosłownie za każdym razem gdy je widzę, uśmiecham się jak dziecko. Jest tak bardzo moje, że aż nie umiem tego wyrazić. Podoba się wam?


W niewielkiej i hermetycznej miejscowości w Szwecji zostają odnalezione zwłoki młodej kobiety. Mieszkańcy znają się doskonale, więc wieść rozchodzi się szybko. Początkowo wszyscy sądzą, że było to samobójstwo. Jednak śledztwo wskazuje na morderstwo. Przyjaciółka z dzieciństwa zamordowanej, Erica Falck rozpoczyna prywatne śledztwo. Niedługo później łączy swoje siły z miejscowym policjantem Patrickiem.

Zastanawiałam się nad sięgnięciem po Läckberg już dawno. Zawsze odsuwałam ją na dalszy plan, zawsze znalazłam ważniejszą książkę, która powinna trafić na moją półkę. Jednak w końcu się przełamałam i kupiłam pierwszy tom jej sagi na Targach w Krakowie. Raz kozie śmierć!

Nie da się wszystkich książek wrzucić do jednego wora. Nawet jeśli mówimy o tych stworzonych w Skandynawii. Zawsze gdy myślę o książkach autorów, którzy właśnie stamtąd pochodzą, mam przed sobą wizję mrocznego, zagmatwanego i ociekającego krwią morderstwa. Tutaj dostałam coś nieco innego. Kryminał, który dopiero wraz z rozwojem akcji staje się mroczny. Jednak nie przez ilość krwi i trupów jakie się w nim przewijają. Tutaj ten mrok wynika z historii i dramatów ludzkich.

Läckberg skupia się nie tylko na zbrodni, ale też na historiach swoich bohaterów. Na tym co dzieje się w ich życiu gdy zamykają się drzwi domów i zostają sami. Ukazuje ich zarówno w obliczu morderstwa, ale i życiowych, prozaicznych problemów. Każdy bohater ma swoją własną, unikatową historię. Żadnej z nich nie można nazwać prostą, w końcu każda z nich rzutuje na życie bohatera. Bez wątpienia, w jego odczuciu, jego problemy są najpoważniejszymi z jakimi ten świat się mierzył. Połączenie kryminału i elementów obyczajowych tutaj naprawdę zyskuje.

Takie rozwiązanie nie narzuca jednoznacznie głównego bohatera. Każdego z nich poznajemy po trochu, choć dwójka z nich wybija się na tle innych. Jednak jest to wykonane bardzo subtelnie. Akcja książki toczy się powoli, wręcz leniwie. Na samym początku może być to nieco irytujące. Wszystko dlatego, że ciężko wsiąknąć w tę opowieść. Sam początek nieco się dłuży. Jednak im więcej stron zostaje przerzuconych, tym ciekawsze staje się rozwiązanie. Przy tak wielu bohaterach, trzeba nieco więcej czasu by odpowiednio nakreślić większość z nich.

Rozwiązanie tej zagadki przyprawiło mnie o niemałe zaskoczenie. Nie spodziewałam się takiego obrotu spraw. Jeśli w pierwszym tomie zbrodnia miała aż tak wymyślne podłoże, aż boje się myśleć co będzie działo się w kolejnych. Z drugiej strony jestem tego bardzo ciekawa. Gdyby nie stos książek czekających na mojej półce, zapewne już teraz, na kilka dni po skończeniu lektury, czekałabym na przesyłkę z kolejną częścią.

Zostałam pozytywnie zaskoczona. Nie uzyskałam idealnej książki, pierwsze części sag z reguły mają braki. Otrzymałam naprawdę ciekawą pozycję, która zaintrygowała mnie na tyle by nie wahać się przy zakupie kolejnego tomu. Gdybym miała porównać do Läckberg do innego autora, wskazałabym naszą Puzyńską. Może to kwestia tego, że książki pani Kasi czytałam jako pierwsze, może to mój cichy patriotyzm, ale pierwsza część sagi o Lipowie podobała mi się ciut bardziej niż "Księżniczka z lodu".

15:36

#książka - "Szeptucha" K.B.Miszczuk

#książka - "Szeptucha" K.B.Miszczuk
Znowu następuje ten czas gdy nie mam najmniejszego pojęcia co powinnam pisać w tej części postu. Niby powinien być zapełniony, wtedy lepiej się to wszystko prezentuje, a podgląd posta na głównej nie zdradza wam od razu za wiele o samej książce. Dlatego teraz piszę głupoty żeby zapełnić to miejsce.
Tak, mam kryzys i nie wiem czy mam dla kogo pisać. Statystyki wyglądają co najmniej dziwnie i nie wiem co o nich myśleć. Ktoś mnie tu jeszcze czyta?


Mieszko nie przyjął chrztu więc w Polsce nadal wierzy się w słowiańskich Bogów. Gosława, zwana też Gosią, po ukończeniu medycyny rusza do świętokrzyskiej wsi Bieliny na staż u lokalnej szeptuchy. Problem w tym, że Gosia to współczesna kobieta, która nie wierzy w bogów i znachorki, nie cieri przyrody, a przede wszystkim panicznie boi się kleszczy. Pobyt w Bielinach wywróci jej życie do góry nogami. Jednak czy najprzystojniejszy mężczyzna jakiego kiedykolwiek widziała będzie tym za kogo go uważa? I co stanie się gdy bogowie postanowią sprawić by Gosia w nich uwierzyła?

Zakochałam się w Miszczuk po połknięciu Obsesji. Wiedziałam, że moment gdy kolejna jej książka pojawi się na mojej półce to tylko kwestia czasu. Musiałam tylko wybrać serię, a to była szybka i przyjemna decyzja. „Szeptuchę” oglądałam już kilka razy i nigdy nie mogłam się zdecydować. Tym razem nie wahałam się ani chwili.

Sam pomysł mnie zachwycił. Wizja świata gdzie nadal wierzymy w słowiańskich bogów jest niezwykle intrygująca i zastanawiająca. To naprawdę fascynujący świat! A co najlepsze, o wielu z tych wierzeń czy zachowań czytelnik mógł już słyszeć. Zwłaszcza jeśli pochodzi z wsi i to niekoniecznie takiej maleńkiej. Przez przynajmniej pół książki powtarzałam sobie "ciekawe czy naprawdę właśnie tak by było". Ogromnie podobał mi się ten pomysł. Rzekłabym nawet, że skradł moje serduszko swoją prostotą.

Bardzo lubię bohaterów jakich twory Miszczuk. Są niezwykle pogodni i realni. Mają zupełnie zwykłe problemy, dokładnie takie z jakimi my sami moglibyśmy się zmierzyć w naszym życiu. Ta autentyczność w tym dość dziwnym świecie, jest dla mnie rewelacyjnym aspektem. Może i Gosia w pewnym momencie nieco irytowała mnie swoimi fobiami, jednak zawsze wywoływała na mojej twarzy uśmiech.

Co do samego Mieszka - to rewelacyjny bohater. Niby badboy za którym można szaleć, ale jednak nie do końca. Dzięki temu sam wątek miłosny nie jest tutaj typowym. To coś innego niż było, nie ma tu schematycznego trójkąta między bohaterami. Dla mnie to olbrzymi plus, nie lubię tego schematu w książkach. Męczy mnie i nudzi, między innymi dlatego zachwyciłam się Szeptuchą.

Już przy poprzedniej książce tej autorki zakochałam się w jej stylu pisania. Tutaj ta miłość tylko się pogłębia. Książka napisana jest lekkim i bardzo przyjemnym językiem. Dzięki pani Miszczuk przekonuję się do pierwszoosobowej narracji. W jej wydaniu jest ona zupełnie naturalna i kompletnie mi nie przeszkadza.

To dopiero druga seria tej autorki z jaką się zaznajamiam, coś mi mówi, że każda z nich jest inna. Mogłabym doszukać się minimalnych porównań między głównymi bohaterkami, jednak są na tyle niewielkie, że szkoda na to czasu.

"Szeptucha" to idealna pozycja na szybką i przyjemną lekturę. Wciąga czytelnika w swój świat i nie wypuszcza aż do ostatniej strony. To rewelacyjna rozrywka dla każdego. Niezwykle zabawna i luźna pozycja idealna na długie czytelnicze wieczory.

Za możliwość przeczytania "Szeptuchy" dziękuje księgarni nieprzeczytane.pl

15:24

#książka - "Labirynt duchów" C.Zafon

#książka - "Labirynt duchów" C.Zafon
Nie wiem jak wy, ale ja jestem z siebie ciut dumna. Czytam sporo, większość z przeczytanych książek trafia na blogaska, a fociaszki na insta walczą z algorytmami. Nic tylko się cieszyć! Mam nadzieje, że ktoś z was też jest zadowolony z moich ostatnich internetowo-książkowych poczynań.


Lata pięćdziesiąte ubiegłego wieku w Barcelonie, mroczne dni reżimu generała Franco. Alija Gris to piękna i inteligentna agentka pozbawiona skrupułów. Pewnego dnia otrzymuje zlecenie pochodzące z najwyższych sfer władzy. Sprawa jest ściśle tajna i dotyczy tajemniczego zaginięcia ministra kultury Vallsa. Wszystko wskazuje na to, że zniknięcie ma związek z karierą mężczyzny jako dyrektora więzienia Montjuic. Alicja i towarzyszący jej kapitan mają kilka dni na odnalezienie ministra. W trakcie poszukiwań odnajdują siódmy tom serii "Labirynt duchów". To właśnie ta książka doprowadzi agentkę do księgarni Sempere i Synowie. Dzięki temu miejscu powrócą do niej wspomnienia z przeszłości. Jej odkrycia sprawią, że ona i wszyscy, których kocha będą w śmiertelnym niebezpieczeństwie.

Będę w szoku jeśli ktoś chociażby nie kojarzy Zafona albo któregokolwiek z jego tytułów. Mam wrażenie, że wszyscy go znają. Ba, że wszyscy go już czytali tylko nie ja. Przymierzałam się do jego książki "Cień wiatru" już kilka razy. Raz nawet zaczęłam jednak przerwałam lekturę. Do dziś nie pamiętam dlaczego. Teraz uśmiechnęło się do mnie szczęście i gdy tylko pojawiła się możliwość by "Labirynt duchów" stanął na mojej półce, nie wahałam się nawet chwili. Zwłaszcza, że tomy można czytać oddzielnie.

Jeszcze nim skończyłam czytać tę książkę, wiedziałam jak trudno będzie mi pisać ten tekst. Końcówka tylko mnie w tym utwierdziła. Spodziewałam się klimatycznej i wciągającej historii, a dostałam coś nieco innego.

Mnogość i podobieństwo nazwisk oraz imion bohaterów jest niebywała. W pewnym momencie wszystko zaczęło być do siebie bardzo podobne, a ja zaczynałam się gubić. Musiałam zastanowić się ponownie czy aby na pewno dobrze rozpoznaje nazwisko i historię osoby, która je nosi. Nie ukrywam, że dość mocno namąciło mi to w lekturze i znacznie ją wydłużyło.

Mam wrażenie, że część opisów i wątków jest zbędna. Ich brak wcale nie wpłynąłby na fabułę, a na pewno czytałoby się książkę szybciej i przyjemniej. W moim odczuciu jest ona zbyt obszerna, a niektóre momenty dłużą się niemiłosiernie. Niecałe 900 stron czytałam chyba caluśki tydzień, broniąc się przed nią rękami i nogami. I nie nazwę tego czytelniczym zastojem, bo na myśl o innych pozycjach moje chęci czytania były ogromne.

"Labirynt duchów" ma też plusy. Część bohaterów, zwłaszcza Alicja i jej towarzysz, są postaciami niezwykle ciekawymi i o bezbłędnym poczuciu humoru. Ich rozmowy były dla mnie mistrzostwem. Takim światełkiem w tunelu dla tej książki. Przez jej większość sprawiały, że chciałam czytać dalej. Moje serce skradł też Fermin, jego podejście do życia oraz humor. Był zupełnie inny niż wszyscy bohaterowie. Jakby pochodził z nieco innej historii. Ta trójka uratowała nieco tę książkę w moich oczach,

Najciekawszy był koniec. Ostatnie 200/250 stron. Zapewne chłonęłabym je z przyjemnością, jednak skupiona byłam bardziej na ich odliczaniu. Te ostanie strony były dla mnie najbardziej wciągające - cały czas coś się działo, nie było zbędnego przeciągania. Cała reszta zdaje się być dziwnym miszmaszem kryminału i obyczajówki.

Nie polecałabym tej książki na początek przygody z Zafonem. To raczej gratka dla fanów, a nie zachęta dla nowych czytelników. Dziwna i przeciągana kombinacja dwóch gatunków nie każdego przekona do autora i jego twórczości. Przeczuwam, że sama najpewniej porzuciłabym tę książkę w połowie, gdyby nie była egzemplarzem recenzenckim. Czytajcie Zafona, pod skórą czuje, że warto. Jednak nie zaczynajcie od "Labiryntu duchów", możecie się nieco zawieść.

Za możliwość przeczytania "Labiryntu duchów" dziękuje wydawnictwu Muza

15:48

#książka - "Zresetowana" T.Terry

#książka - "Zresetowana" T.Terry
Obiecywałam, znowu, że posty będą pojawiać się częściej. Mam nadzieje, że uda mi się te tendencję zachować. Jeszcze kilka postów mam w zapasie i bardzo mnie to cieszy. Lektura "Labiryntu duchów" idzie mi dość opornie, a to taki grubasek, że sama zastanawiam się kiedy w końcu uda mi się z nią rozprawić. Ach, no i mam nadzieje, że zauważyliście nowy szablon. Dajcie znać czy wam się podoba!


Zastanawiałeś się kiedyś jakby to było, gdyby ktoś pozbawił Cię pamięci? Słów, wspomnień, tożsamości? To właśnie stało się Kylie. Jej pamięć została wymazana, dziewczyna została zresetowana. Dzięki temu ma mieć szansę na całkowicie nowe życie. Tak władze chcą postępować z osobami niebezpiecznymi, dać im w ten sposób czystą kartę. Zresetowani muszą grać według ich zasad. U Kylie odzywają się echa przeszłości, a ona sama czuje się okłamywana. Jednak nie wie przez kogo.

Z całą pewnością mogę stwierdzić, że nie sięgnęłabym po tę pozycję gdyby nie poprzednia książka tej autorki jaką miałam w łapkach. "Księga kłamstw", bo o niej mowa, szybko mnie zachwyciła i była dla mnie naprawdę wciągającą lekturą. Ciekawa byłam kolejnej pozycji od Terry.

Ogromnie podobają mi się pomysły autorki. Są nieoczywiste i naprawdę zaskakujące. Sposób resocjalizacji młodych jaki prezentuje w "Zresetowanej" jest intrygujący. Wymazanie pamięci, nowa rodzina i kontrolujące urządzenie na ręce to ciekawa alternatywa wysyłania młodocianych przestępców do więzienia. Sam pomysł, bez względu na wykonanie, już jest na tyle ciekaw by sięgnąć po tę książkę.

Ilość informacji jakie czytelnik dostaje o bohaterach jest znikoma. Poznaje ich historię po zresetowaniu, nie wie jednak dlaczego do tego doszło. Dzięki temu jest zaintrygowany ich przeszłością i chce dotrzeć do fragmentu, który rozwiąże tę tajemnicę. W ten sposób autorka absorbuje uwagę czytelnika i sprawia, że nie chce on książki odłożyć.

Nie lubię oczywistych historii. Dlatego jestem zachwycona tematyką jaką autorka porusza. Nie sięga po proste motywy i oczywiste historie. Wychodzi poza schematy, szuka problemu i znajduje zupełnie nowy sposób na jego rozwiązanie. Choć początkowo wydaję się on być nieprawdopodobnym, w końcu do czytelnika dociera, że tak naprawdę kiedyś może do takiej sytuacji dojść. Takie rozwiązanie może mieć zastosowanie.

Terry doskonale wie, że tworzy dla młodszych czytelników. Używa prostego języka, a dzięki temu w bardzo swobodny sposób prowadzi narrację i tłumaczy czytelnikowi reguły rządzące światem jaki stworzyła. Rozdziały są stosunkowo krótkie, dzięki czemu lektura nie dłuży się specjalnie.

Wydawać by się mogło, że jestem zachwycona. Niestety nie do końca tak jest. Tematyka bardzo przypadła mi do gustu, jednak bohaterami jestem nieco zawiedziona. Ich pamięć zostaje zresetowana gdy mają kilkanaście lat. Uczą się wszystkiego niemal od nowa. To zestawienie - nastolatka uczącego się życia niczym dziecko, jest nieco komiczne.

"Zresetowana" to ciekawy początek serii. Pierwsze kroki stawiane w nowym świecie kreowanym przez autorkę. Po cichu liczę, że z kolejnymi tomami będzie tylko lepiej. Jeśli ktoś nie zna jeszcze twórczości autorki, polecam zacząć właśnie od tej pozycji. "Księga kłamstw", która wydana została wcześniej ma o wiele lepsze wykonanie niż historia Kylie.

Za możliwość przeczytania "Zresetowanej" dziękuje wydawnictwu Młody Book

13:38

#książka - "Obsesja" K.B.Miszczuk

#książka - "Obsesja" K.B.Miszczuk
W końcu mam chwilę by nadrobić zdjęcia do postów! W tygodniu zupełnie nie mam na to czasu. Zawsze wracam do domu na tyle późno by światło kompletnie nie współpracowało w kwestii zdjęć. Na całe szczęście dzisiaj mam chwilę by te braki nadrobić. Trzymajcie kciuki, żeby posty pojawiały się teraz regularniej. Kolejne teksty mam już przygotowane. Szok!
Dodatkowo, na instagramie czeka na was rozdanie. Zachęcam do udziału.


Joanna Skoczek wróciła do Warszawy. W jednym z szpitali odbywa rezydenturę na oddziale psychiatrii. Większość czasu poświęca pracy, a pozostałości swojemu otyłemu kotu perskiemu imieniem Kołtun. Pewnego dnia kobieta znajduje w swojej szpitalnej szafce anonimowy list. Sytuacja komplikuje się gdy pojawiają się kolejne listy, a w szpitalnym magazynie zostaje odnaleziony trup. Wszystko wskazuje na to, że powrócił seryjny morderca, którego policja szuka od pół roku.

Przez chwile miałam wrażenie, że ta książka patrzyła na mnie niemal z każdego zakamarka bookstagrama. Do tego niemal wszystkie opinie o niej były pochlebne. Dodatkowo, nigdy wcześniej nie miałam styczności z autorką. Pozycja ta wydawała mi się być idealną do zmienienia tego faktu.

Ogromnie podobało mi się poczucie humoru jakie posiadają bohaterowie. Nieco ironiczne, zawsze  idealnie dobrane do sytuacji. Nie raz, nie dwa parskałam śmiechem w czasie lektury. Oczywiście mam swojego faworyta w kwestii poczucia humoru. Jednak nie zdradzę o nim zbyt wiele, mogłabym zepsuć komuś radość z lektury.

Skoro już jesteśmy przy bohaterach - główna bohaterka wydawała mi się najzwyczajniej w świecie próżna. Nie był to ten stopień próżności, którego nie da się znieść. To raczej ten typ, który co jakiś czas o sobie przypomina i nieco gra na nerwach. Okładka ostrzega, że Asia cierpi na "niepoprawny romantyzm oraz kompleks nieprzystępnej księżniczki". Śmiem twierdzić, że to idealny opis bohaterki. Jej głównym problemem wydaje się być brak partnera, choć broni się przed nim rękami i nogami.

Autorka ma bardzo fajny styl pisania. Lekki, łatwy i bardzo umilający lekturę. Trochę zajęło mi przyzwyczajenie się do pierwszoosobowej narracji. Nie jestem jej wielką fanką, ale zaczynam dostrzegać jej plusy. Zupełnie inaczej odbiera się emocje bohatera otrzymując je w takiej formie.

Sam pomysł na kryminał był dla mnie bardzo ciekawy. Nie jest to typowa książka tego gatunku. Niby pojawiają się policjanci i śledztwo, ale nie są najważniejszym aspektem tej pozycji. To bardzo ciekawy kryminał mający w sobie elementy obyczajówki, komedii i ciut romansu. Wyszło z tego bardzo ciekawe i lekkie połączenie.

Rozwiązanie zagadki było szybki i bardzo zaskakujące. Ciężko przyznać mi się do mojego toku myślenia, zdradziłabym wam rozwiązanie. Niewiele stron zostało poświęcone rozwiązaniu, ale na pewno wystarczyło by moja szczęka opadła. Byłam bardzo zaskoczona rozwiązaniem. A moje czytelnicze serduszko zostało nieco zranione i bardzo zdziwione momentem w którym kończy się ta historia. Z reguły jesteśmy przyzwyczajeni do czegoś innego, dłuższego. Tutaj autorka zachowała się zupełnie inaczej. Tym samym sprawiła, że mam jeszcze większą ochotę na kolejną część tej serii!

Swoje pierwsze spotkanie z panią Miszczuk uważam za bardzo udane. Dostałam od niej lekką, wciągającą i bardzo zabawną lekturę. Nawet mnie nie przeszkadzały wątki miłosne. Bardziej mnie bawiły niż irytowały. Zostałam bardzo pozytywnie zaskoczona i jestem niemalże pewna, że to nie jest moje ostatnie spotkanie z autorką.

Copyright © 2016 Ciekawy cytat o książkach , Blogger