25 maja 2017

#blog - jak powinni pisac blogerzy?

Tworząc jeden z ostatnich tekstów, zaczęłam się zastanawiać - "Olka, jak właściwie powinnaś to robić?". Żartobliwie zawsze stwierdzam, że bawię się tutaj już parę lat, a mimo to nadal nie wiem. Do dziś uważam, że nie ma jednej, konkretnej recepty na to jak powinniśmy pisać. Każdy z nas jest inny, każdy tworzy inaczej i inne ma priorytety. Każdy z nas ma jakiś pomysł na siebie i swoje miejsce w sieci.


Oprócz tego, że jestem "twórcą", jestem też odbiorcą. I chyba głównie dzięki temu jestem w stanie poprawić tak wiele w sobie. Dostrzec u innych coś co mnie razi i skonfrontować to z moimi zachowaniami czy moim sposobem działania. Nie twierdzę, że jestem idealna. Nie jestem, chociaż się staram. W końcu jak wszyscy, jestem tylko człowiekiem więc popełniam błędy. Staram się jednak zawsze pamiętać o tych pięciu punktach o jakich za chwilę rozpiszę się szerzej. Czasem nawet nieświadomie. Nie raz, nie dwa bardzo mi pomogły.

Więc jak powinniśmy pisać? O czym wypadałoby pamiętać zaczynając (lub kontynuując) swoją blogerską karierę?

1. Szczerze
Brak szczerości w tekstach, w recenzjach zwłaszcza, jest dla mnie najgorszą z możliwych rzeczy. Recenzja ma mi dać jakiś pogląd na daną pozycję, ma być czyjąś opinią, która powinna mnie zachęcić (lub też nie) do zapoznania się z nią. Dlatego nieszczera recenzja jest mi najnormalniej kompletnie niepotrzebna. Jestem dość otwarta na gatunki literackie, ale przy tym krytyczna. Niejednokrotnie "obsmaruje" którąś z przeczytanych książek, ale zawsze robię to w dobrej wierze i szczerze. Dlatego ciężko mi uwierzyć gdy widzę niektóre blogi pełne samych pozytywnych opinii o dosłownie każdej znajdującej się tam książce. Wtedy zaczynam mocno zastanawiać się nad słusznością tekstów i dystansuje się do autora przestając wierzyć w jego opinie. Czasem nawet mam wtedy wrażenie, że książka nawet nie została przez niego otwarta, a co dopiero przeczytana. Bądźmy szczerzy w tym co robimy, inaczej nie ma to sensu.

2. Ciekawie
W dzisiejszym świecie, gdy blogi mnożą się szybciej i bardziej niż gupiki, ciężko pisać byle jak i liczyć na odbiorców. Obecnie mają oni tak szerokie pole manewru i tyle opcji do przejrzenia, że naprawdę wiele trzeba zrobić by nie zginąć w tym tłumie. Dlatego należy pisać/tworzyć ciekawie. Wiem, że ciężko jest stworzyć coś zupełnie nowego, nieszablonowego i oryginalnego. Mam tego świadomość, jednak wierze, że nawet bez innowacyjności można pisać ciekawie. Wystarczy nie ograniczać się do kilku lakonicznych zdań, a włożyć w swoja pracę serce. Chociaż odrobinkę. Przelać na klawiaturę część siebie. Twórzmy więc ciekawie, przyciągajmy do siebie nowych odbiorców i sprawiajmy by Ci obecni nie chcieli nas zostawić.

3. Zwięźle
Żeby nie było - nie mam nic przeciwko długim tekstom. Bardzo je lubię i nie mam problemu z ich czytaniem, o ile są szczere, ciekawe i zwięzłe. Nie ma dla mnie nic gorszego niż czytanie masła maślanego. W ten sposób tworzyło się kiedyś prace maturalne na ustny polski (tęsknie!) i nadal tworzy się chociażby licencjaty (a kysz!). Dlatego osoby, które chcą wiecznie powtarzać jedno i to samo, odsyłam właśnie do takich formatów. Wole krótszy i skondensowany tekst, który przyjemnie się czyta, niż wieczną powtórkę. Piszmy więc zwięźle i intrygujmy swego czytelnika.

4. Poprawnie
Wiem, że żadnego słownika nie połknęłam ani nie wgrałam sobie do głowy. Mam świadomość, że popełniam błędy zarówno gramatyczne, ortograficzne jak i interpunkcyjne. Przyznaje się do tego i staram się je zapamiętywać by znów ich nie popełniać. Korzystam z tych czerwonych szlaczków podkreślających moje lapsusy, niepewności sprawdzam. Polecam to wszystkim, bo najgorsze co istnieje w Internecie to opinie wyrażane (zazwyczaj prostymi) błędami ortograficznymi. Czytamy, piszemy więc również się szanujmy i sprawdzajmy poprawność stworzonych przez nas tekstów.

5. Systematycznie
Ten punkt może się wydawać nieco irracjonalny i zupełnie tutaj niepasujący. Dla mnie jednak jest on bardzo ważny. Mimo, że sama niekoniecznie się do niego stosuje. Jeśli tworzycie, bloga bookstagrama czy coś zupełnie innego, spójrzcie na swoje statystyki. Zapewniam was, że najlepsze będą gdy tworzycie choć w miarę systematycznie (że na popularne tematy to nie wspomnę). Dla dobra waszego  i waszej pracy zalecam systematyczność. Sama niejednokrotnie odkopywałam się z jej braku i wiem jak ciężkie potrafi to być zajęcie. Zwłaszcza gdy życie tylko Ci to utrudnia. Ach, no i pamiętajmy, że po drugiej stronie ekranu też widnieje tylko człowiek, który ma prawo nie mieć czasu. Więc czasem poczekajmy kilka dni dłużej z nadzieją, że może jednak coś opublikuje. Dopiero potem przestańmy go obserwować. Starajmy się więc być systematyczni by nie stracić swojej dotychczasowej pracy.


W moim odczuciu te kilka punktów to mały klucz i podstawa podstaw osiągnięcia sukcesu. Nie myślcie, że wszystkie przyszły mi do głowy same. Niektóre podsunął mi mój wesoły duszek, fejsbukowy konsultant do spraw książkowo-blogowych. Może komuś z was ta paplanina oddana klawiaturze pomoże. Może macie jakieś swoje pomysły na to jak pisać? Jeśli tak, koniecznie dajcie znać!

22 maja 2017

#książka - "Dwór cierni i róż" S.J.Maas

Czuje się ostatnio mocarzem w kwestii czytania. Nie wiem czy nie cierpią na tym niektóre z moich obowiązków, jednak na razie nie boli mnie to na tyle by musieć się tym przejmować. Póki nie ma sesji staram się czytać ile się da. Później może być różnie. Ratunku!


Feyra jest łowczynią. Od powodzenia jej łowów zależy byt rodziny. Na jednym z polowań bardzo zbliża się do muru, który oddziela świat ludzi od Pyrthianu - krainy pełnej magicznych istot. To niebezpieczne stworzenia władające magią, które kiedyś panowały nad światem. Właśnie wtedy zabija ogromnego wilka nie wiedząc, że tak naprawdę strzela do fae. Niedługo później Pyrthian upomina się o zadośćuczynienie, co zmienia życie dziewczyny.

Mam wrażenie, że już niemal wszyscy przeczytali tę książkę. W momencie gdy się pojawiła, była dosłownie wszędzie. Każdy kto mnie choć minimalnie zna, wie jaki mam stosunek do młodzieżówek. Broniłam się przed nią, ale moja ciekawość wygrała - jak zawsze. Nastawiona nieco sceptycznie rozpoczęłam lekturę.

Przyznaje, że język autorki przypadł mi do gustu. Choć naczytałam się opinii twierdzących, że książka wiele straciła na tłumaczeniu, to i tak nie byłam zawiedziona. Maas posługuje się lekkim i prostym językiem, którego jedyną trudnością są imiona i nazwy gatunków jakie wymyśla. Tak, w tworzeniu imion nie do zapamiętania jest niekwestionowaną zwyciężczynią. Bardzo plastycznie poprowadziła opowieść, za co już na wstępie dostaje plusa.

Wiem, że książka porównywania jest do rozbudowanej o magiczny świat, wersji Pięknej i Bestii. Osobiście dopatrzyłam się tam jeszcze kilku motywów. O schemacie przytoczonej już baśni nawet nie wspominam, widoczny jest bez dwóch zdań. Mam wrażenie, że autorka czerpała nieco z Martina tworząc krainę pełną niebezpiecznych istot, oddzieloną od świata śmiertelników jedynie murem. I zaryzykowałabym stwierdzeniem, że początkowy los Feyry podobny jest do tytułowego bohatera "Eragona". Nie kole to w oczy więc nie uznaje tego za zarzut, a jedynie za zanotowany fakt. Ogółem, cały wykreowany świat uważam za bardzo sympatyczny i klimatyczny.

Bardzo pozytywnie zaskoczył mnie fakt, że choć książka uchodzi za młodzieżówkę, nie jest nią do końca. Choć ma wiele typowej dla nich cech, są w niej takie motywy, które robią z niej pozycję nieco dojrzalszą od typowej młodzieżówki. Kto czytał ten zapewne wie jakie opisy będę mieć na myśli, jednak nie zdradzę konkretów by nie psuć zabawy tym, którzy jeszcze mają przed sobą lekturę. Są to motywy wplecione bardzo delikatnie, nienachalnie i dojrzale jak na ten typ literatury. I to bardzo ucieszyło moje czytelnicze serduszko.

Wróćmy jeszcze na chwilę do cech typowych młodzieżówek, a właściwie mojego najbardziej znienawidzonego - miłosnych trójkątów. Ten stworzony przez Maas jest właściwie w powijakach. I to bardzo dużych. Przynajmniej ja go tak odebrałam. Trochę się obawiam czy w kolejnych tomach nie będzie zbytnio wyeksponowany, ale o tym może kiedyś się przekonam.

I choć wydawać się może, że zachwycam się "Dworem cierni i róż", nie przepadałam w nim aż tak jak większość czytelników. Bywały momenty gdy książka była nieco przewidywalna, bywały takie w których wręcz obgryzałam paznokcie. Więc bilans pozostaje neutralny. Stwierdzam, że jest to naprawdę fajna pozycja na zaledwie kilka dni, ale nie do końca pojmuje te wszechobecne zachwyty. Może rzeczywiście drugi tom jest lepszy? Mam zamiar się o tym przekonać i postarać się zrozumieć ten fenomen.

19 maja 2017

#książka - "Był sobie pies" W.B. Cameron

Jak to jest, zawsze gdy tylko pochwalę się, że odkopuje się z zaległości, zaczynają się tworzyć nowe. To już po prostu klasyka. Chiałabym wam też przypomnieć, że na moi instagramie możecie zgarnąć "The Call.Wezwanie" i "Buntowniczkę z pustyni". Ktoś zainteresowany?


Bailey nie miał łatwego życia, przynajmniej na początku. Dopiero gdy odnalazł go Ethan, psiak zrozumiał co znaczy miłość i oddanie. Ellie od razu wiedziała co znaczy życie z człowiekiem. Koleżka zamiast ludzkiej miłości doświadczył bardziej ich próżności. Trzy psie losy wydają się być ze sobą w żaden sposób nie połączone. Jednak to tylko pozory, łączy je wiele.

Choć ostatnio najwięcej czasu spędzam z kotem, jestem psiarą. I to ogromną. Mam swoje wielkie kudłate szczęście, które tak bardzo mnie cieszy. Właśnie dlatego tak bardzo chciałam poznać tę książkę. Pies opowiadający swoją własną historię? To musi być dobre albo przynajmniej ciekawe. 

Już teraz mogę stwierdzić, że ten post będzie jednym z tych krótszych. To dość prosta i krótka historia nad którą niewiele się trzeba rozwodzić by powiedzieć o niej wiele. Tego jestem pewna jak wyniku 2x2. 

Sam pomysł na stworzenie opowieści z punktu widzenia psa jest obłędny. Ten sam świat jaki znamy, zostaje nam przedstawiony z zupełnie innej perspektywy. Bo choć pies potrafi towarzyszyć nam non stop, jego postrzeganie świata jest zupełnie inne. Myślenie Bailey'a jest proste, niewinne i nie oszukujmy się nieco egoistyczne. Ale w ten ujmujący i niewinny sposób! Momentami czytelnik musi się zastanowić jakie ludzkie czynności opisuje psiak. W końcu nie wszystkie rozumie. I wierzcie mi, niektóre potrafią rozbawić 

Nie ma co mówić wiele o języku jakim posługuje się autor. W końcu narratorem stworzył psa, więc sama opowieść nie może być skonstruowana w żaden skomplikowany sposób. I właśnie tak jest. Język jest prosty, zrozumiały, barwny i pełen opisów. 

Można by stwierdzić, że nie będzie się tutaj działo zbyt wiele. Jednak wcale tak nie jest. Może na początku psie przygody mogą wydawać się nieco nudnawe, to z każdą kolejną stroną jest ich co raz więcej. Dla nas są to sytuacje proste i nic nie znaczące. Dla psiaka jest inaczej, dla niego stanowią o wiele więcej. I możliwość uzmysłowienia sobie tego jest świetna.

To książka, która głownie bazuje na emocjach. Zwłaszcza tych osób, które psy mają i tych, które je kochaj. Porusza czytelnicze serduszko bez granic. Zgadzam się z opiniami, mówiącymi, że nie sposób się nie rozpłakać. Może nie był to potok łez, a kilka pojedynczych sztuk uronionych nad bezgraniczną psią miłością do człowieka.