24 lutego 2017

#książka - "Diabolika" S.J. Kincaid + wyniki "Paxa"

Wiem, wiem, wiem - jestem okropna. Obiecywałam, że wyniki konkursu pojawią się 10 dni po jego zakończeniu, a jak zawsze zaliczyłam poślizg. Laptop średnio chciał współpracować, znowu. Jednak po tłustym czwartku przybywam do was z wynikami. Otóż "Pax" trafia do Aoi Akuma, zaraz zapytam o adres. Czekajcie na kolejne konkursy na blogu lub na instagramie.


Diaboliki nie mają uczuć. Ich zadaniem jest bronić człowieka, któremu zostały przeznaczone. To właśnie jest ich życiowy cel. Wyglądają jak ludzie, ale nimi nie są. Nemzis ochrania córkę senatora, właściwie oddałaby za nią życie. Teraz musi wcielić się w nią i "grać" na politycznej scenie ukrywając to kim naprawdę jest. Wtedy dzieje się coś czego nigdy by się nie spodziewała - odkrywa w sobie człowieczeństwo.

Zabrzmię strasznie i prostolinijnie, ale wydanie mnie kupiło. To ten typ okładki, która odrzuca opis książki na drugi plan. Kiedyś zginę za takie podejście do książek, z swojej lub czyjejś winy. Mało kiedy tak wybieram książki, ale mimo wszystko mi się to zdarza. Czy przy "Diabolice" był to dobry wybór?

Choć moja znajomość młodzieżówek jest raczej nikła, a podejście do nich nijakie, śmiem stwierdzić, że to typowa opowieść dla młodzieży. Kolejna dystopia w której postęp cywilizacji doprowadził ludzi niemal do upadku, panuje widoczny podział na kasty, a brak możliwości nauki jeszcze bardziej pogrąża cywilizacje. Wszystko byłoby typowe dla innych młodzieżówek gdyby nie humanoidalni obrońcy. Pomysł ich stworzenia był naprawdę ciekawy i same diaboliki nie są złe, tylko opowieść gdzieś się rozjechała.

Większość bohaterów jest tworzonych bardzo ciekawie. Ciężko zrozumieć ich prawdziwe intencje, wyczuć po czyjej stronie właściwie są i czego chcą. I to jest bardzo ciekawe. Sama Nemezis jest na swój sposób intrygująca - oglądanie jej przemiany z maszyny w człowieka jest niezwykle ciekawa. Za każdym razem gdy jej przywiązanie do Sydonii zaczyna irytować, należy pamiętać, że ich więź jest zaprogramowana i sztuczna. Przynajmniej ze strony tytułowej bohaterki. Sama Sydonia potrafi zirytować. Choć jest świetnym obrazem dziecka bogatych rodziców, ma skłonność do grania na nerwach czytelnika.

Trzeba przyznać jedno - opowieść może nie jest idealna, ale wciąga. Nie umiem określić co, ale coś potrafi sprawić, że czytelnik chce przewracać kolejne strony i poznać zakończenie. Nawet jeśli nie jest zachwycony tym co już przeczytał. Autorka nie ma ciężkiego stylu, dość plastycznie tworzy opisy, choć czasem wydają się one zagmatwane i przydługie.

Przeglądając internet stwierdzam, że chyba jestem jedną z niewielu osób, która ma do tej książki obojętny stosunek. Bo niby czytało się ją fajnie, ale nie zachwyciła aż tak jak się spodziewałam po opiniach innych. Osobiście uważam historię Nemezis za całkiem przyjemny przerywnik wśród cięższych lektur i dobrą młodzieżówkę.

Za możliwość przeczytania "Diaboliki dziękuje wydawnictwu Otwarte.

15 lutego 2017

#książka - "Nic oprócz strachu" M.Knedler

Mam ostatnio taki szalony pomysł (przy mojej organizacji bardzo szalony), mianowicie chciałabym zorganizować book tour. Zależy mi na tym by zgłosiło się możliwie jak najwięcej uczestników, więc ślę do was pytanie - książkę jakiego gatunku chcielibyście zobaczyć w takim evencie? Liczę po cichu na waszą współpracę. 


Anna Lindholm mieszka w Ystad. Tutaj pracuje jako komisarz i tutaj żyje prywatnie. Wszystko wydaję się być poukładane do czasu gdy te dwie drogi się splatają. Najpierw wraz z mężem ulega wypadkowi samochodowemu, a później otrzymuje list z więzienia. Z niego dowiaduje się, że sprawcą wypadku jest Narcyz - przestępca, którego wpakowała za kratki. Sprawa się komplikuje gdy Narcyz zostaje otruty, a Anna anonimowo otrzymuje cytaty z dzieł Oscara Wilde'a.

Bardzo długo nosiłam się z zamiarem przeczytania tej książki. Może nie serii, bo mało kiedy porywam się od razu na serię, ale chciałam spróbować pierwszego tomu. Wiem jaka bywam wybredna, więc ograniczyłam się do jednego tomu. Nadarzyła się okazja, voila!

Na wstępie pragnę zaznaczyć, że odcinam się od ogólnie szerzonych porównań do Camilli Lackberg. Powód jest banalnie prosty - nie czytałam jeszcze nic od tej autorki. Tak wiem, wstyd. Obiecuję poprawę, jednak nie mam pojęcia kiedy.

Początkowo zastanawiałam się, właściwie na samym początku książki, czy aby przez przypadek nie sięgnęłam po któryś z kolei tom serii. Nie było tu zbędnego paplanda, od razu zaczęło się dziać. I to szalenie mi się spodobało. Wraz z upływem stron co raz bardziej wciągałam się w tę opowieść. Szkoda tylko, że w pewnym momencie zaczęłam się nieco męczyć.

Dzieje się dużo, bardzo dużo. Co chwile zmieniają się lokację, pojawiają się nowe wątki i naprawdę musiało trochę minąć zanim to wszystko w jakiś sposób, choć minimalny się ustabilizowało. Do tego momentu zdążyłam się w jakiś sposób zmęczyć. Natłok wszystkiego przyprawił mnie o chwilową chęć odłożenia książki. Wróciłam, ale chęć możliwie najszybszego skończenia lektury pozostała.

Ponadto główna bohaterka mogła zirytować. Choć rozumiałam wiele z jej zachowań, nie potrafiłam jej do końca współczuć. Naprawdę pojmowałam to z czym przyszło się jej zmierzyć, jednak ona sama była dla mnie mocno nierealna. Oderwana od rzeczywistości na tyle, że nie potrafiłam się do niej przywiązać. A jej notoryczna samokrytyka ciapy wcale nie poprawiała wizerunku.

Muszę przyznać jedno - intryga jest tak misterna i poplątana, że naprawdę łatwo się w niej pogubić. Akcja, która przeskakuje pomiędzy Polską i Szwecją przyprawia o zamęt. Dobrze, że ilość bohaterów została w miarę ograniczona. Jednak dwa pierwsze "składniki" wystarczą by ten przepis przerodził się w zakalec.

Były możliwości - autorka miała pomysł i umiejętności, ale przedobrzyła. Może gdyby skondensować "Nic oprócz strachu" w nieco krótszą i bardziej poukładaną opowieść, może wtedy przepadłabym. Jednak w takiej postaci jaką przyszło mi poznać nie mam zbyt wiele dobrego do powiedzenia.


  Za możliwość przeczytania "Nic oprócz strachu" dziękuje wydawnictwu Czwarta Strona.