17:28

#książka - "Czarodzieje" L.Grossman

#książka - "Czarodzieje" L.Grossman
Z moich obserwacji wynika, że nikt tego nie czyta. Dlatego nic tu dziś nie napiszę. :)


Quentin to bardzo inteligentny chłopak, który z swojego nudnego życia ucznia szkoły średniej ucieka w świat najukochańszej książki - do krainy Fillory. Przekonany jest, że magia nie istnieje. Przynajmniej do czasu gdy zostaje przyjęty do ekskluzywnego college’u dla czarodziejów. Choć rzuca zaklęcia i posiada ogromną moc, nie jest do końca szczęśliwy. Rutyna dopada go gdy kończy naukę. Jednak wtedy odkrywa coś co całkowicie odmieni jego już i tak niezwykłe życie. Przy okazji dowie się, że spełnienie dziecięcych pragnień nie jest aż tak kolorowe.

Uwielbiam opowieści o magii. Podobnie ma chyba każdy fan Pottera. Mimo to, raczej nie czytam zbyt wielu historii gdzie najważniejszym aspektem jest magia. Dlatego tak bardzo zaintrygowała mnie ta opowieść. Dodatkowo gdy zobaczyłam oceny jej serialowej adaptacji, wiedziałam, że koniecznie muszę zapoznać się z tą książką.

Ogromnie podoba mi się sposób w jaki wydana jest zarówno pierwsza część jak i kolejne tomy trylogii. Tak, od razu sprawdziłam też i je. Spójne i naprawdę klimatyczne. Jestem pewna, że rewelacyjnie wyglądałyby na półce. Szkoda tylko, że to chyba najmocniejsza strona tej pozycji.

„Czarodzieje” zapowiadali się rewelacyjnie. Jako połączenie dwóch naprawdę rewelacyjnych światów – Narnii i Hogwartu. W moim odczuciu to nie jest opowieść inspirowana tymi klasykami, momentami jest niemal bliźniacza. Schematy jakie występują w książce są właściwie identyczne, przez to Grossman dużo traci. Czytelnik łatwo może się znudzić otrzymując ponownie ten sam typ historii z spotkanymi już wcześniej elementami. Wykonanie zabiło dla mnie tę opowieść.

Pierwsze sto stron było naprawdę intrygujące. Zapowiadało się ciekawie i bardzo magicznie. Szkoda tylko, że wszystko to umknęło gdzieś na kolejnych stronach. Do momentu gdy Quentin trafił do szkoły wszystko było w porządku - schematy nie uderzały aż tak, bohaterowie nie byli „ciepłymi kluchami”. Im więcej dowiadywałam się o szkole i systemie nauki, tym bardziej byłam znudzona. Wszystko zaczęło się niemiłosiernie ciągnąć, choć miało pędzić by jak najszybciej zakończyć wątek szkoły i przejść do opowieści o „dorosłym” życiu czarodziei.

Wtedy w książce zaczęła się akcja. Niestety byłam już na tyle znudzona i tak bardzo pragnęłam zakończyć tę opowieść, że nie przywiązywałam wagi do tego co czytam. Przyswajałam słowa, przerzucałam kartki, a niedługo później niewiele już tego pamiętałam. Dążyłam tylko do tego by sięgnąć po następną książkę i znów cieszyć się z czytania.

Grossman chciał oddać hołd swego rodzaju klasyce, a zamiast tego nieudolnie połączył dwa światy uwielbiane przez czytelników. Do tego podał je w formie niezbyt dobrze odgrzanego kotleta po którym czuć niestrawność. Szkoda, bo zapowiadało się na naprawdę ciekawy świat. Teraz już nawet nie wiem czy chce poznać serial.

Za możliwość przeczytania "Czarodziei" dziękuje wydawnictwu Młody Book

13:50

#książka - "Śpij spokojnie" R.Abbott

#książka - "Śpij spokojnie" R.Abbott
Naprawdę nie wiem co pisać w tych pseudo-wstępach. Przerwałam dodawanie stosów zakupowych na blogaska, dlatego ostatnio wpadłam na pewien pomysł. Może wrócić do stosów i połączyć je z podsumowaniem danego miesiąca? Jesteście zainteresowani takimi postami?


Gdy Olivia zawiadamia policję o zaginięciu męża i dzieci jej strach nie zna granic. Po tym co przeszła nie trudno się jej dziwić. Boi się, że już nigdy ich nie ujrzy. Po dwóch latach niemal ta sama ekipa policyjna zostaje ponownie wezwana do jej domu. Zostaje zgłoszone kolejne zaginięcie. Tym razem chodzi o Olivię. Wszystko wskazuje na to, że jeszcze rano była w domu - portfel w torebce, samochód w garażu. Gdy funkcjonariusze chcą zaangażować społeczeństwo nie mogą zaleźć żadnych zdjęć. Zamiast nich odnajdują krew.

Opis po prostu wołał do mnie "Weź tę książkę. Przeczytaj ją". Posłuchałam tego głosu w mojej głowie, który co jakiś czas przypominał mi o tej pozycji. I czasem stwierdzam, że powinnam ten głos wyciszyć. Maksymalnie wygłuszyć i już nigdy nie pozwalać się mu odezwać.

Lubię zagadki w książkach, bardzo je lubię. Jednak nie lubię gdy kolejne książki są do siebie łudząco podobne. A takie odczucie miałam przy lekturze tej pozycji. Nie ze względu na same zaginięcia, gdyby tak było, większość książek byłaby dla mnie identyczna. Jednak tutaj w połączeniu z relacjami głównych bohaterów, dostałam coś co było niczym odgrzany kotlet. Jeszcze przed setną stroną miałam wrażenie, że te historię już czytałam.

Początek nie zapowiadał niczego zadziwiającego jednak zakończenie dość pozytywnie mnie zaskoczyło. Gdy zagadka została rozwiązana i wszystkie karty zostały odkryte, książka zdecydowanie zyskała w moich oczach. Nie na tyle bym okrzyknęła ją mistrzostwem, jednak wystarczająco bym jej nie przekreślała ostatecznie.

Zdecydowanym plusem książki są krótkie rozdziały, które w połączeniu z lekkim językiem autorki bardzo przyspieszają lekturę. W momencie gdy już "wgryzłam" się w historię, lektura upłynęła mi dość szybko i nawet przyjemnie.

Dopiero pod sam koniec książki zorientowałam się, że to część serii. I to ostatnia. W czasie samej lektury w żaden sposób tego nie wyczulam. Choć głównym bohaterem serii ma być policjant jego rola wcale nie wybija się tutaj na pierwszy plan. Początkowo odniosłam wręcz wrażenie, że jego prywatne perypetie mają być zaledwie pobocznym wątkiem. Dla mnie jest to dość ciekawy zabieg i raczej niespotykany.

W ogólnym rozrachunku oceniłabym "Śpij spokojnie" jako książkę przeciętną. Niewiele nowego w niej znalazłam i wątpię by na długo zapadła mi w pamięć. Już teraz, w momencie gdy tworzę ten tekst, po jakimś tygodniu od jej skończenia, mam wrażenie, że połowy rzeczy już nie pamiętam. Odkładam na półkę i wątpię, że skuszę się znów na twórczość tej autorki.

Za możliwość przeczytania "Śpij spokojnie" dziękuje księgarni nieprzeczytane.pl

15:23

#książka - "Żerca" K.B.Miszczuk

#książka - "Żerca" K.B.Miszczuk
Sesja już prawie mnie dopadła. Jak niemal przy każdej, mam miliard innych zainteresowań niż ona. Robiłabym wszystko byleby nie siedzieć z nosem w notatkach. Chociaż nie, wole się uczyć niż pisać licencjat. Tak, studia są u mnie ostatnio moją największą zmorą. Interesują was jeszcze te moje wypociny czy wolicie sam tekst o książce?


Gosia przeżyła Noc Kupały, jednak to nie koniec jej przygód. Teraz musi spłacić dług zaciągnięty u jednego z bogów i wszystko wskazuje na to, że nie będzie to miłe. Do tego Mieszko zniknął, a w wiosce pojawił się nowy żerca - Witek, który bardzo chętnie pocieszy dziewczynę. Dodatkowo w okolicy zaczyna grasować morderca istot nadprzyrodzonych. Czy może być gorzej? Gdy przyjaciółka Gosi znajduje się w niebezpieczeństwie okazuje się, że jednak może być gorzej. Młoda szeptucha rusza na ratunek, licząc, że nie zginie.

Bardzo szybko zachłysnęłam się tą serią. Doskonale to widać po odstępach czasowych pomiędzy kolejnymi tomami. Dlatego kwestią czasu był moment gdy sięgnę po "Żerce". Sięgając po ostatni z wydanych tomów cyklu, wiedziałam, że książka nie zajmie mi wiele czasu. Pytanie tylko czy utrzymała poziom poprzednich tomów.

Bohaterowie zmieniają się z każdym tomem. Tutaj są już o wiele dojrzalsi, ewidentnie doświadczeni wydarzeniami z poprzednich części. Zupełnie inaczej podchodzą do bogów, swoich własnych uczuć oraz pozostałych bohaterów. Gosia zmienia się nie do poznania i to na ogromny plus! Nadal jest tą zabawną uczennicą szeptuchy, jednak o wiele dojrzalej podchodzi do tego co przytrafia się w jej życiu. Cieszą mnie te metamorfozy, nie lubię gdy bohaterowie "stoją w miejscu".

Dla mnie ta część była najspokojniejszą z wszystkich. Najwięcej działo się w samej Gosi i jej relacjach. Nie było aż tyle pędzącej akcji, dopiero pod koniec wydarzenia nabrały rozmachu. Jednak nie miało to negatywnego wpływu na książkę. Wręcz przeciwnie. Czytelnik ma chwilę by odetchnąć i poznać bohaterów.

Pojawia się tutaj sporo elementów związanych z obrzędami w świecie stworzonym przez Miszczuk. Rytuały związane z śwaćbą (małżeństwem)  rozbawiły mnie niemal do łez. Dzięki temu jeszcze lepiej poznałam świat wierzeń Gosławy. Podoba mi się ten świat i jego religia, dlatego tak bardzo cieszy mnie możliwość poznania ich jeszcze lepiej.

"Żerca" to świetna kontynuacja. Mniej w niej akcji, a więcej relacji pomiędzy głównymi bohaterami. Po tym jak zakończył się ten tom, mogę zaryzykować stwierdzenie, że to cisza przed burzą. Jestem ogromnie ciekawa tego co pojawi się w kolejnym tomie!

Za możliwość przeczytania "Żercy" dziękuje księgarni nieprzeczytane.pl

13:22

#książka - "Kaznodzieja" C.Lackberg

#książka - "Kaznodzieja" C.Lackberg
Powoli tworzę zapas tekstów na blogaska. Powoli, małymi kroczkami piszę i nie publikuję. Może i źle robię, bo bez systematyczności to miejsce umiera. Jednak mam satysfakcję z samego faktu, że piszę! Zwłaszcza, że od jakiegoś czasu nie mam ochoty by siedzieć przy komputerze.


Policjanci z Fjällbaki znajdują zwłoki młodej kobiety. Muszą dowiedzieć się co łączy to morderstwo ze sprawą zaginięcia dwóch młodych dziewczyn sprzed lat. Zagadka jest skomplikowana, a jej rozwiązanie niezwykle okrutne. Dodatkowo zegar tyka, a morderca szuka kolejnej ofiary. Patrick Hedström staje na czele grupy śledczej i próbuje jak najszybciej rozwiązać zagadkę.

Może nie pokochałam szaleńczo twórczości Läckberg przy "Księżniczce z lodu". Jednak mój upór kazał mi czytać kolejne jej książki, stąd i ten tekst.  Kiedyś ten upór mnie zniszczy albo wprowadzi w kłopoty.  O ile już tego nie zrobił. "Kaznodzieja" pojawił się na mojej półce dość szybko, więc długo nie czekałam z jego lekturą.

Bardzo polubiłam głównych bohaterów, o ile tak można nazwać Erikę i Patricka. To ciekawy duet, który wprowadza najwięcej elementów obyczajowych do książek autorki. Również oni dostarczają czytelnikowi najwięcej okazji do uśmiechu. Są intrygującą odskocznią od kryminalnego klimatu książki.

Tak jak przy poprzednim tomie, bardzo przypadły mi do gustu elementy obyczajowe. Dla mnie to chyba najmocniejsza i najciekawsza strona Läckberg. Jej kryminały nie opierają się na samej zbrodni. Skupiają się przede wszystkim na jej motywach oraz na tym co zmienia w ludziach, którzy mają z nią styczność. Tu nie chodzi tylko o rozwiązanie zagadki, czytelnik ma poznać bohaterów i dostrzec jaki wpływ na ludzką psychikę ma cudza zbrodnia.

Nie umiem stwierdzić czy był to zabieg zamierzony, ale mam wrażenie, że całość była bardzo powolna. Momentami miałam wręcz wrażenie, że autorka chciała nieco przeciągnąć książkę. Bez wątpienia część tej powolności wynika z charakteru niektórych bohaterów.

Najbardziej irytujące w "Kaznodziei" były imiona i nazwiska. Rodzina, która odegrała w książce najważniejszą rolę była dla mnie ogromnym wyzwaniem. Podobieństwo ich imion było wyzwaniem, zwłaszcza, że jedno z imion nosiło dwóch bohaterów. Wystarczyła chwila nieuwagi żeby pogubić się w koligacjach rodzinnych. Zwłaszcza na początku lektury.

Spodziewałam się progresu tej serii. Chociaż drobnego polepszenia względem poprzedniego tomu. Zamiast tego mam wrażenie, że Läckberg stoi w miejscu, a może nawet zrobiła niewielki krok w tył. Mimo wszystko dam jej kolejną szansę. Nie zakładam, że ostatnią - choć nie do końca sprostała moim oczekiwaniom, lektura jest przyjemnością. Bardzo chciałabym dodać te serię do swoich ulubieńców. Pytanie czy wystarczy mi do tego cierpliwości.

16:38

#książka - "Cinder" M.Meyer

#książka - "Cinder" M.Meyer
Pewnie już zauważyliście, że nie umiem robić podsumowań. Zawsze przypominam sobie o nich w ostatnim momencie. Dlatego też nic tego typu nie pojawiło się na blogu końcem roku. Jedyne podsumowanie zrobiłam na instagramie pokazując pięć moich faworytów z zeszłego roku. W kwestii bloga mam tylko jedno postanowienie na ten rok - pisać więcej. Mam kogoś kto mnie do tego motywuje (jeśli nie zmusza), ale mam nadzieje, że ktoś będzie z tego zadowolony. Samych dobrych lektur w tym roku życzę!


Nowy Pekin pełen jest ludzi i androidów. Tych pierwszych atakuje zaraza na którą nadal nie ma szczepionki. Księżycowi spoglądają z kosmosu czekając na moment nieuwagi, który mogliby wykorzystać. Cinder jest najlepszym mechanikiem w mieście. Jednak jest też cyborgiem, a więc obywatelem drugiej kategorii. Nikt nie zna jej przeszłości, macocha ją wykorzystuje oraz obwinia o chorobę swojej córki. Życie Cinder zmienia się gdy na jej drodze pojawia się książę Kai - zostaje wplątana w sam środek międzygalaktycznej wojny. Musi odkryć prawdę o samej sobie by uratować świat, który zna.

Zapewne sama z siebie nie sięgnęłabym nigdy po tę pozycję. Z opisu to zupełnie nie mój klimat. Jednak nie po raz pierwszy moja ciekawość wygrała. Po tylu pozytywnych opiniach z jakimi się spotkałam, po prostu musiałam sama zapoznać się z historią Cinder.

Niech wysoko podniesie rękę ten kto nie spojrzał na wydanie "Cinder". Jest po prostu obłędne i zachwycające. Proste, ale bardzo dopracowane. Mechaniczne serduszka, które znalazłam na każdej stronie po prostu mnie urzekły. Już dla samego wyglądu warto mieć ją na półce. Każda sroka okładkowa będzie nią zachwycona.

Podobał mi się świat w jakim osadzona jest akcja. Zupełnie inny niż te do jakich nas do tej pory przyzwyczajono. Przynajmniej ja nie spotkałam się dawno w literaturze młodzieżowej z motywem maszyn wplątanych w ludzki świat. Cyborgi i androidy to bardzo ciekawy aspekt świata jaki stworzyła Meyer. Co prawda ich przeznaczenie i sposób w jaki się je traktuje jest nieco oklepany, ale można to wybaczyć.

Z jednej strony zawiodłam się na fabule. Część jej wątków była dla mnie całkowicie przewidywalna. Gdy tylko pojawiały się początkowe informacje o niektórych z nich, byłam już niemal pewna jak cały zostanie zakończony. I oczywiście nie pomyliłam się. To zdecydowanie mnie zawiodło. Lubię gdy książka mnie zaskakuje, zwłaszcza gdy w czasie jej lektury jestem niemal pewna rozwiązania. Oj tak, lubię gdy autorzy wyprowadzają mnie w pole.

Historia Cinder to taka zupełnie nowa wersja kopciuszka. I akurat pod tym kątem fabuła mi się podobała. Jest zapracowana sierota, są dwie jej siostry i macocha, które nie pozwalają iść jej na bal, jest sam bal i oczywiście książę. Jednak wszystko to zostaje przeniesione w zupełnie inne realia, a relacje między częścią z tych typowych bohaterów są nieco inne niż te do których nas przyzwyczajono.

Ogromnym plusem jest to jak szybko czyta się tę książkę. Może to przez lekkość języka, może przez czcionkę, ale lektura upłynęła mi dość szybko. Szkoda tylko, że wcale nie minęło wiele czasu odkąd skończyłam "Cinder", a już nie pamiętam wielu szczegółów. Uciekły z mojej głowy, a ja obawiam się, że za miesiąc czy dwa już zupełnie zapomnę o tej historii. Najmocniej w głowie utkwiło mi zakończenie - to ono jest najlepszą częścią tej opowieści. To właśnie ono sprawiło, że mam ochotę sięgnąć po kolejny tom. Nawet jeśli i on będzie przewidywalny.

Choć lektura była całkiem przyjemna, nie mogę stwierdzić, że "Cinder" mnie zachwyciła. Była lekką i niezobowiązującą pozycją. Ot czytadełko wydane w rewelacyjny sposób. Z jednej strony nie jestem tym specjalnie zaskoczona, to nie pierwsza taka sytuacja gdy sięgam po młodzieżówki. Z drugiej, jednak liczyłam na to, że polubię się z nią choć w połowie tak mocno jak wszyscy Ci, którzy do tej pory ją pokochali.
Copyright © 2016 Ciekawy cytat o książkach , Blogger