#książka - "Okrutna pieśń" V.Schwab

Tłumaczenie się z tak długiej nieobecności w osobnym poście jest bezsensowne. Trochę życie mnie do tego zmusiło, trochę tego potrzebowałam. Nie wiem na ile wracam, nie chcę nic obiecywać. Brakuje mi pisania czegoś dłuższego niż opis na Instagramie. Ciekawa jestem czy ktoś tu jeszcze zagląda, czy ktoś o mnie pamięta na blogach. Dlatego będzie mi bardzo miło jeśli dacie o sobie jakoś znać. :)


Kate i August to następcy przywódców podzielonego miasta -  takiego gdzie z przemocy powstają potwory. Ona chciałaby zaimponować ojcu, który pozwala potworom wałęsać się po ulicach, by od ludzi pobierać opłaty za ochronę. August z kolei chciałby być bardziej ludzki, kierować się dobrym sercem i pomagać w obronie niewinnych przed potworami. Problem w tym, że sam jest jednym z nich. Wszystko staje się trudniejsze gdy Kate zaczyna zastanawiać prawdziwa natura chłopaka.

Od dawna niektóre młodzieżówki muszą swoje odczekać zanim po nie sięgnę. Z "Okrutną pieśnią" było dokładnie tak samo. Gdy wszyscy rozpływali się nad kolejnym tomem, ja dopiero zbierałam się do jej zamawiania. Nawet później swoje na półce musiała odleżeć. Jednak w końcu nadszedł jej czas i spędziłyśmy razem dwa dni.

Bez bicia przyznaje, że na samym początku nie mogłam wkręcić się w świat jaki wykreowała Schwab. Wszystko to było dla mnie nijakie i nudne. Nie działo się zbyt wiele, a ja miałam wrażenie, że jestem świadkiem jakiegoś mega przydługiego wstępu. Wraz z upływem stron zastanawiałam się czy ta przygoda w ogóle ma sens, jednak mój upór kazał mi iść dalej.

Ogromną zaletą tej książki jest jej język. Chociaż, jak wspomniałam wcześniej, początkowo historia dla mnie się nie kleiła, strony umykały naprawdę szybko. Opisy były idealnej długości, choć mogłabym nieco doczepić się do ich jakości. Nie do końca obrazowały mi cały świat autorki przez co nie czułam się w nim swobodnie. Miałam wrażenie jakbym patrzyła tam przez szybę, a i tak nadal brakowałoby mi niektórych elementów układanki. Podobnie miałam z bohaterami. Ciężko mi było w jakiś sposób się do nich przywiązać. Sprawiali wrażenie jakby za kare stali się głównymi bohaterami książki.

"Okrutna pieśń" kupiła mnie jeszcze jedną, bardzo prostą, rzeczą - narracją prowadzoną przez dwójkę bohaterów. Uwielbiam ten sposób poznawania wydarzeń i zawsze to podkreślam. To chyba największy plus jeśli chodzi o bohaterów. Już na początku obawiałam się typowego motywu miłosnego, jednak na całe szczęście chociaż tu zostałam zaskoczona pozytywnie. Trochę brakowało mi tła dla głównych bohaterów. Teoretycznie występowali, jednak w praktyce było ich zdecydowanie zbyt mało.

Paradoksalnie, choć jak na razie wyliczyłam tej pozycji chyba same wady, mam ochotę poznać kolejny tom. Sama końcówka w jakiś sposób mnie zaintrygowała. Szkoda tylko, że dopiero koniec tej historii wywarł na mnie naprawdę pozytywne wrażenie. Wszystko wcześniej uważam za zbyt mocno przedłużony i za słabo wykreowany początek. Kiedyś, zapewne w odległej przyszłości sięgnę po kolejny tom. Na pewno jednak nie będę się spieszyć.

2 komentarze:

  1. Może kiedyś sięgnę po tę powieść. Dotychczas wzbudzała ona różne opinie - i te bardzo pozytywne, i bardzo negatywne. Chyba najlepiej będzie przekonać się na własnej skórze.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja akurat szaleńczo lubię tę książkę! :D Lektura drugiego tomu wciąż jest przede mną, ale pewnie niedługo po niego sięgnę, bo leży u mnie w pokoju :D
    Szaleńczo spodobał mi się tutaj pomysł z potworami, a także kreacja bohaterów... a raczej kreacja Augusta! Stał się jednym z moich ulubionych bohaterów książkowych ^_^

    OdpowiedzUsuń

Komentarz to dla Ciebie chwila, zaledwie kilka uderzeń w klawiaturę. Jednak dla mnie, jest to ogromna siła motywująca do działania. Dlatego dziękuje Ci za każde słowo jakie tu zostawiasz. ;)

Obsługiwane przez usługę Blogger.