15 września 2014

#książka - "Złodziejka książek" M. Zusak

Najczęściej gdy sięgam po kompletnie nieznanego mi autora, jest to spowodowane nagabywaniem kogoś z moich znajomych, książkoholików. A jeśli nie ich, to Internetów pełnych pozytywnych opinii na temat danego autora. Tak, bywam podatna na propozycję. Jednak nie na wszystkie.
Tak właśnie miałam z Zusak'owską "Złodziejką książek". Wpierw zetknęłam się z nią wychodząc któregoś razu z księgarni. Spiesząca się, jak zawsze, omiotłam wzrokiem regały i podłapałam chwytliwy, w mojej opinii, tytuł. Potem, polubione, Facebook'owe strony zaserwowały mi garść cytatów i ludzkich opinii z nią powiązanych. Decyzję o zakupie przypieczętowała moja przyjaciółka, wychwalając te książkę na miliard sposobów.
Z ręką na sercu przyznaje, że nigdy wcześniej o kimś takim jak Markus Zusak nie słyszałam. A szkoda. Pomimo, że okładka oznajmia, że to bestseller podejrzewam, że nie byłam w tym osamotniona. Ale powiadam, czas to naprawić!


"Złodziejka książek" została wydana w 2005 roku. Jest piątą, a zarazem przedostatnią pozycją od tego autora i chyba tą najlepiej znaną.W końcu, każdy musi mieć swoje "Nothing else matters" jak Metallica. Dopiero po 9 latach jest o niej głośno. Odpowiedź na pytanie dlaczego, jest banalna - ekranizacja. Chwała i abba za to, bez tego pewnie jeszcze długo bym jej nie poznała.
Akcja rozgrywa się w delikatnie przedwojennych i wojną już opanowanych Niemczech. Opisuje historię dziewięcioletniej Liesel Meminger, w której miłość do książek zaszczepia znaleziony na pogrzebie brata "Podręcznik grabarza". To właśnie na tej książce dziewczynka uczy się czytać, dzięki pomocy przybranego ojca, Hansa. Ich życie komplikuje się, gdy po wybuchu wojny udzielają schronienia Żydowi o imieniu Max.
Pierwszym aspektem tej książki, który dla mnie jest ogromnym plusem jest sposób jej narracji. Jest nietypowa i trzeba się do niej przyzwyczaić. Ale Śmierć jako narrator historii, to obłędne rozwiązanie. Momentami współczuje się jej obowiązków, nadaje się jej iście ludzkie cechy. Może prócz tych powiązanych z wyglądem, bo Śmierć sama siebie nie opisuje, nie nadaje sobie nawet imienia, którą określa ją czytelnik. Ba! Podkpiwa sobie ona z naszego, ludzkiego jej wyobrażenia - jako kostuchy z kosą. 
Pięknem tej książki, jest ukazanie wartości podstawowych - m.in. przyjaźni, miłości, oddania, akceptacji i zrozumienia - w sytuacji tak okrutnej jak wojna, a już tym bardziej kiedy jest to II Wojna Światowa. Uczy jak zostać człowiekiem w nieludzkich czasach.
Narratorem Śmierć, czasem i miejscem akcji Niemcy opętane II Wojną Światową, bohaterką kilkuletnia dziewczynka z rodzącą się dopiero pasją i kłopotami. Tak, bo Liesel ma niezaprzeczalny talent do pakowania się w sytuacje problematyczne. I nie chodzi tu tylko o ukrywanie Żyda. Liesel ciężko jest nie lubić. Jak na swój wiek jest ona istotką niezwykle inteligentną, a nawet stwierdziłabym, że urzekającą. Do tego, każdy mól książkowy może odnaleźć w niej cząstkę siebie. A to pomaga zrozumieć niektóre jej działania. Jednak, pomimo całej sympatii jaką ją darze, książka ta ma bohatera, który skradł mi serce o wiele szybciej niż ona - Hans Hubermann, jej przybrany papa. On i jego akordeon.
Bezapelacyjnie, jest to pozycja po którą powinien sięgnąć każdy. Pewnie dla niektórych będzie swego rodzaju ciosem, ale mimo to każdy powinien ją poznać. Chociażby tylko po to by zobaczyć ile odwagi potrafią mieć w sobie dzieci, a ile powinni jej mieć dorośli. Ta książka wciąga i uczy.
"Złodziejka książek" to historia pełna miłości, akceptacji, bólu, łez i melodii z akordeonu. Tak, rozpłakałam się pod sam koniec. A nie robię tego często.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarz to dla Ciebie chwila, zaledwie kilka uderzeń w klawiaturę. Jednak dla mnie, jest to ogromna siła motywująca do działania. Dlatego dziękuje Ci za każde słowo jakie tu zostawiasz. ;)